Na podstawie danych za ostatnich kilka miesięcy można powiedzieć jedno: polska gospodarka wciąż opiera się na eksporcie. To on w dalszym ciągu jest motorem i to dzięki niemu wzrost gospodarczy oscyluje wokół 6%. Mało tego, z eksportem jest coraz lepiej. Czerwcowa dynamika osiągnęła prawie 40% w ujęciu rocznym (dane w euro). Takich wyników nie pamiętają nawet najstarsi górale. Wstępne dane za lipiec to ponad 25% wzrostu.
Otwarcie rynków UE, wciąż mimo wszystko niezły kurs walutowy i rosnąca konkurencyjność polskiej gospodarki robią swoje. Udział obrotów handlowych z obszarem Unii w dalszym ciągu rośnie. Przekroczył po pierwszych sześciu miesiącach 2004 roku 82%. To informacja dla tych, którzy wieszczyli załamanie eksportu do UE po pierwszym maja. Daleki jestem oczywiście od hurraoptymizmu, tym bardziej że w przeliczeniu na mieszkańca wciąż trudno nas nazwać potęgą eksportową. Ale mimo wszystko poprawa jest znacząca.
Problem w tym, że eksport nie będzie rósł w nieskończoność. Dalsze umocnienie złotego oraz brak wyraźnej poprawy gospodarczej w krajach Unii może być dla nas silną barierą. Niestety, pierwszy element jest od nas zależny w znacznym stopniu, a drugi - praktycznie w całości - niezależny. Szansą może być atak na Wschód, ale wymaga to nie tylko aktywności przedsiębiorców, ale również pomocy państwa. Ostatnie problemy na rynku żywności pokazują, że łatwo nie będzie.
Aby utrzymać wyraźny wzrost gospodarczy w długim okresie, eksport nam nie wystarczy. Muszą wreszcie ruszyć inwestycje. Tymczasem ich dynamika w drugim kwartale spadła. W sumie i tak jest nieźle, bo pesymiści wieszczyli, że 3,5% wzrostu w pierwszym kwartale było głównie efektem przedakcesyjnych obaw przedsiębiorców. Drugi kwartał obejmuje już jednak dwa miesiące naszej bytności w Unii, spadek dynamiki inwestycji zaledwie o 0,2% (do 3,3%) należy więc w tym kontekście uznać za sukces. Nie jest to jednak zbyt duże pocieszenie. Polska potrzebuje bowiem dynamiki na poziomie kilkunastu procent. Przedsiębiorstwa mają coraz więcej środków, a mimo to niewiele się dzieje. Moje ostatnie spotkania z przedstawicielami świata biznesu potwierdzają jedno: na czele rankingu największych barier inwestycji wciąż znajduje się obawa o stabilność warunków gospodarowania (z naciskiem na kwestie prawno-podatkowe).
Oczywiście, gospodarka może też otrzymać bodziec w postaci zwiększonej konsumpcji. Bądźmy jednak realistami. Przy tak potężnym poziomie bezrobocia trudno liczyć na wyraźną poprawę sytuacji społeczeństwa. Spadek bezrobocia będzie, niestety, raczej powolny. Miejmy nadzieję, że chociaż systematyczny. Dochody w związku z tym wyraźnie nie będą rosły, a jeśli nawet, to potencjalna presja inflacyjna skłoni RPP do zaostrzania polityki monetarnej.