Wczorajsza sesja zdaje się potwierdzać wcześniejsze przypuszczenia, że rynek wszedł w fazę korekty. Ta nie jest niczym niezwykłym, a tym bardziej niepokojącym, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że prawdziwej spadkowej sesji nie widzieliśmy już od trzech tygodni. Spadek cen nie powinien więc niepokoić posiadaczy długich pozycji. Na razie.
W tej chwili nie można podejść do spadku inaczej jak do krótkotrwałego osłabienia. Kursy rosły nieprzerwanie przez dłuższy czas i przyszła pora na realizację zysków. Całkiem sporych przecież. Po zachowaniu liczby otwartych pozycji można dojść do wniosku, że źródłem podaży jest w tej chwili głównie grupa niedawnych byków. To zamykający długie pozycje głównie sprzedają kontrakty. Gra na zniżkę jest w tej chwili w mniejszości. Potwierdza to korekcyjny charakter obecnego spadku. Idąc dalej tym tropem należy oczekiwać, że spadek się wkrótce skończy i kursy ponownie zaczną rosnąć.
Zanim jednak będziemy tego świadkami, warto się zastanowić, co się może wydarzyć w czasie tej korekty i jak ona może być głęboka. Na razie spadek jest mały. Ceny nie oddaliły się zanadto od poziomów maksymalnych. Nawet nie została przetestowana średnia krocząca, która przecież jest w dość silnym trendzie wzrostowym. Można oczekiwać, że do takiego testu dojdzie. Można także oczekiwać, że ewentualne przebicie średniej nie będzie skutecznym sygnałem sprzedaży. Po takim wzroście rynek musi wejść w fazę równowagi, by zacząć spadać. Zatem można sądzić, że wspomniana średnia zostanie ponownie przebita od dołu. Być może dopiero drugie zejście pod średnią będzie można uznać za wykazujące większą szansę na sukces. Do tego czasu jeszcze nam trochę brakuje, więc nie pozostaje nic innego, jak spokojnie czekać najpierw na spadek, a potem wzrost rynku.