Na międzynarodowym rynku naftowym przeważyła w ostatnich dniach tendencja zwyżkowa. Wprawdzie po przejściu huraganu Ivan nastąpił krótkotrwały spadek notowań, ale w miniony czwartek zaczęły one znów rosnąć. Powodem były obawy, że skutki tego kataklizmu doprowadzą do dalszego zmniejszenia amerykańskich zapasów ropy.

Później zwyżkę notowań utrwaliła pogarszająca się sytuacja rosyjskiego koncernu Jukos Oil. Na początku bieżącego tygodnia zapowiedział on wstrzymanie eksportu ropy do Chin. Zablokowanie przez rząd rachunków bankowych uniemożliwiło bowiem pokrycie kosztów transportu kolejowego. Wkrótce potem pozbawiono Jukos częściowo dostaw prądu, co groziło całkowitym zdezorganizowaniem działalności. W Londynie notowania ropy przekroczyły we wtorek 43 USD za baryłkę, osiągając najwyższy poziom od miesiąca.

Wczoraj pojawiły się nadzieje, że rosyjski gigant naftowy zażegna spór podatkowy z rządem bez pozbywania się największej jednostki wydobywczej. Wiadomość ta ustabilizowała notowania, ale wówczas uwagę uczestników rynku przyciągnęły dane o stanie zapasów ropy w USA, które opublikował Departament Energetyki. Wykazały one dalszy spadek w ubiegłym tygodniu o 3,3% do 269,5 mln baryłek.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w listopadzie płacono wczoraj po południu 43,50 USD w porównaniu z 43,39 USD w końcu sesji wtorkowej i 41,85 USD w poprzednią środę.