Wspólną ofensywę przypuściły: SEC, amerykański odpowiednik Komisji Papierów Wartościowych i Giełd; Narodowe Stowarzyszenie Dealerów Papierów Wartościowych (NASD) oraz giełda nowojorska. - Ta sprawa jest dla nas w tej chwili szczególnie ważna - powiedział gazecie anonimowy przedstawiciel SEC.
Obecnie w USA część rachunków inwestycyjnych opiera się na prowizjach liczonych od każdej zawieranej transakcji, a część na stałej prowizji rocznej - zazwyczaj w wysokości 1-2% wartości zdeponowanych aktywów. W ostatnich latach udział tych drugich stosunkowo szybko się zwiększa. Na przykład w Morgan Stanley w ciągu minionego roku udział rachunków o stałej prowizji w stosunku do wszystkich (mierzony wartością złożonych na nich papierów) zwiększył się z 22% do 25%. Podobny wzrost odnotowano w Merrill Lynch.
Eksperci z NYSE mniej więcej rok temu ustalili, że maklerzy przenoszą niektórych klientów do systemu opartego na prowizjach rocznych zupełnie niesłusznie, bowiem zawierają oni tak niewielką liczbę transakcji, że taniej byłoby im płacić za każdą z osobna. W lutym giełda zaproponowała zmiany w przepisach, żeby domy maklerskie musiały przedstawiać klientom rzeczywiste koszty prowadzenia rachunku w obu wersjach i informować ich, jeśli mieliby przepłacać. Obecnie tymi propozycjami zajmuje się SEC.
Na celowniku regulatorów rynku w USA z podobnych powodów domy maklerskie znalazły się już wcześniej. Wówczas odkryto nielegalne praktyki określane jako "churning", czyli przekonywanie klientów (tych obciążanych od każdej transakcji) do zawierania transakcji tylko po to, żeby zapłacili oni prowizję.