W zeszłym tygodniu mało który serwis zauważył trzeci z rzędu spadek amerykańskiego wskaźnika, wyprzedzającego koniunktury - LEI. Co to oznacza? W poprzednich latach analitycy konsekwentnie powtarzali, że trzy miesiące wzrostu/spadku LEI oznaczają nadchodzące ożywienie/recesję. Z góry jednak zaznaczę, że nie zamierzam straszyć wizją recesji i gospodarczej katastrofy. Spadek w sierpniu to w dużej mierze zasługa zmian na rynku nieruchomości i zachowania rynku obligacji. Do tego doszły spadki cen akcji odwrócone w drugiej połowie miesiąca oraz związany z tym mniejszy optymizm konsumentów, który też szybko się poprawił wraz z odbiciem indeksów. Należy więc podchodzić do tego trzeciego spadku bardziej jako statystycznej ciekawostki i kolejnego "makroekonomicznego ostrzeżenia", niż gwarancji nadchodzącej recesji.

Ale warto zerknąć na historię, bo ta bardzo straszy. Trzykrotny negatywny odczyt LEI trafnie prognozował aż 9 powojennych cykli koniunkturalnych. Wyprzedzenie, z jakim inwestorzy dostali sygnał wyniosło średnio 4,8 miesiąca. Wyjątkiem była recesja 1981-1982 gdy ostrzeżenie przyszło za późno. Oczywiście, zdarzały się też przypadki, gdy nie było recesji po wystąpieniu opisanego sygnału. Niemniej jednak w trzech z tych czterech sytuacji, w latach 1962, 1964 oraz 1984, wzrost gospodarczy bardzo wyraźnie zwolnił po dwóch kwartałach od wystąpienia ostrzeżenia. Co ciekawe, to "narzędzie" niemal zupełnie nie sprawdza się przy prognozowaniu ożywienia. Analogiczna reguła sprawdziła się tylko w czterech przypadkach, z czego średnie wyprzedzenie dołka koniunktury liczone jest w tygodniach - czyli tak naprawdę nic nie wyprzedza. Podsumowując - recesji bym nie oczekiwał, ale oczekiwać spowolnienia gospodarki w USA wręcz należy.