Kto liczył, że po w miarę korzystnej dla posiadaczy akcji sesji piątkowej, poniedziałek przyniesie przełom na korzyść byków, ten się zawiódł. Sygnały zakończenia krótkoterminowych trendów wzrostowych, które padły w zeszłym tygodniu, nie zostały anulowane. I tak na przykład na wykresach niemieckiego DAX i francuskiego CAC-40 wciąż straszą luki bessy. DAX zanotował na wczorajszej sesji najniższą wartość w tej fali spadkowej. Do minimum z 13 sierpnia, skąd zaczynała się w zeszłym miesiącu zwyżka, brakuje jeszcze ponad 200 punktów.
Wciąż mocno trzyma się londyński FT-SE 100, ale mamy tutaj podobny sygnał osłabienia trendu wzrostowego, jak na wykresie WIG. Najpierw indeks wybił się ponad kwietniowy szczyt, później wrócił poniżej jego poziomu. Zwyżki na rynku w Londynie nie potwierdzał FT-SE 30, któremu dość blisko to tegorocznego minimum (ok. 4%). Indeks znajduje się poniżej głównej linii trendu spadkowego.
Trudno doszukać się pozytywnych elementów także na wykresach indeksów amerykańskich. Nasdaq Composite zbudował podwójny szczyt. Wprawdzie jego wysokość to tylko 20 punktów, ale formacja jest wystarczająca, żeby zakończyć pięciotygodniowe ożywienie.
Korzystnie na rynki akcji działa hossa na rynku obligacji. Indeks rentowności 10-letnich not skarbowych spadł na zakończenie poprzedniego tygodnia poniżej 40 punktów. To najniższa wartość od kwietnia. Fakt ten stawia pod dużym znakiem zapytania scenariusz, zgodnie z którym w najbliższych miesiącach mielibyśmy do czynienia ze spadkami kursów obligacji akcji i towarów. Zgodnie z analizą międzyrynkową najpierw kształtuje się punkt zwrotny na rynku obligacji, później na giełdach akcji i na końcu na towarach.
Obligacje zanotowały szczyt w czerwcu zeszłego roku, akcje w lutym tego roku (S&P 500), towary (indeks CRB Futures) w marcu. Wprawdzie wzrost na rynku obligacji jest jeszcze dość daleko od zeszłorocznego szczytu (10-letnie noty miały wtedy rentowność 3,1%), ale po ostatnich trzech miesiącach analiza techniczna każe uwzględniać taką ewentualność.