W tym roku produkujemy dwa razy więcej samochodów niż w zeszłym. W dodatku zdecydowaną większość na eksport. Czy więc naprawdę staliśmy się motoryzacyjną potęgą?

No nie jest tak dobrze, choć z pewnością ze zwiększenia produkcji trzeba być zadowolonym. Potęgą jednak na razie się nie stajemy, dynamika jest co prawda wysoka, ale ogólny poziom produkcji wciąż nie jest imponujący. Cieszy jednak fakt, że jeśli już w Polsce produkuje się samochody, to w znacznym stopniu wykorzystuje się do tego komponenty i podzespoły wytwarzane w kraju. Minął już czas słynnych montowni, w których z kilku części, przy pomocy kilkudziesięciu pracowników powstawały gotowe pojazdy. Teraz w przypadku takich modeli jak Panda, czyli Agila, większość części dostarczanych jest z różnych rodzimych zakładów. Są to zarówno podmioty stricte polskie (często niewielkie), jak i będące efektem inwestycji zagranicznych. W tym ostatnim przypadku mało się na ten temat mówi, a jeśli już, to tylko o największych, najbardziej spektakularnych projektach jak fabryki Toyoty (skrzynie biegów i silniki), albo Fiata (bielski Powertrain, który tak na marginesie musiał zwiększyć zatrudnienie i przejść na trzyzmianowy system pracy, nie mogąc nadążyć z dostarczaniem nowoczesnych silników Diesla). Tymczasem inwestycje bezpośrednie to także setki mniejszych zakładów produkujących drobniejsze podzespoły lub wręcz pojedyncze elementy różnych układów. Sam znam kilkadziesiąt takich przedsiębiorstw, przy czym niektóre stały się wiodące w swoich regionach.

Trzeba podkreślić, że fabryki Fiata, Isuzu, Opla, Toyoty czy Volkswagena należą do najnowocześniejszych w Europie. To nie jest import starych technologii, ale stosowanie wszystkiego tego, co najlepsze i najnowocześniejsze. Dotyczy to, oczywiście, także produkcji różnych podzespołów, żeby wspomnieć tylko o produkowanych w Polsce silnikach Diesla. Mało tego, polskie fabryki należą do najlepszych w swoich koncernach pod względem jakości. Innymi słowy: skończył się już czas, kiedy polskie produkty konkurowały tylko ceną. Teraz dochodzi do tego również wysoka jakość końcowa.

Znaczna część produkcji zarówno całych samochodów, jak i podzespołów trafia na eksport. I to kolejna dobra informacja. Eksportują nie tylko giganci, ale także polskie, często niewielkie firmy, które aby zostać poddostawcami fabryk krajowych, musiały zaoferować odpowiedni produkt. Mając go, mogły rozpocząć walkę także o rynki zagraniczne. I z tej walki wychodzą zwycięsko.

Morał? Ciągle na coś narzekamy, z czegoś kpimy, tym razem chciałem więc pokazać, że może też być dobrze. I to nie w kontekście jednej małej fabryczki, ale sporej branży, która jest jednym z motorów polskiego wzrostu gospodarczego (pamiętajmy, że uwzględniając zakłady kooperujące, mówimy tu o kilkuset tysiącach pracowników). To właśnie ta branża jest jedną z niewielu, która tworzy nowe miejsca pracy. Można tylko żałować, że kilka ważnych inwestycji nas ominęło (PSA z Toyotą, Hyundai), a jedna okazała się fiaskiem (Daewoo). No ale cóż, dobre i to co jest.