Wczorajsze notowania pokazały, że WIG20 będzie miał spore trudności z pokonaniem tegorocznego maksimum, jeśli nie poprawi się szerokość rosnącego rynku. Kluczem znów jest zachowanie banków, które od dłuższego czasu są kulą u nogi WIG20. Choć wczoraj wypadły całkiem dobrze, to wiązać trzeba to raczej z tym, że w wyniku wzrostu kursów PKN, TP czy KGHM, ich ceny stały się relatywnie bardziej atrakcyjne. Zatem inwestorzy musieli zadać sobie pytanie, czy kupować te akcje, które ostatnio najbardziej rosły, czy też zainteresować się blue-chipami pozostającymi dotąd w cieniu. Zauważmy, że tych ostatnich jest całkiem sporo - w zwyżce prawie nie uczestniczą Prokom, Dębica, Orbis, Kęty, ComputerLand.

Coraz bardziej interesująco zachowują się amerykańskie parkiety. Zupełnie ignorują negatywne informacje z gospodarki, nie przeszkadzają im też wciąż wysokie notowania ropy. Ten optymizm jest zastanawiający także w zderzeniu z prognozami zapowiadającymi ochłodzenie koniunktury w gospodarce USA w 2005 r. oraz zmniejszenie dynamiki wzrostu zysków przedsiębiorstw. Z jednej strony wiemy, że czasami rynki mylą się i zbyt pozytywnie oceniają przyszłość. Z drugiej strony przyjmuje się, że wyprzedzają zdarzenia w gospodarce, więc to jej obecny obraz rysowany przez pryzmat napływających danych makroekonomicznych należałoby uznać za fałszywy.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że najgorsze dla parkietów są zawiedzione nadzieje. Jeśli więc w kolejnych tygodniach inwestorzy nie dostaną lepszych wiadomości gospodarczych, ich zniecierpliwienie może zacząć narastać. To wzmagałoby presję podażową na giełdach. To, jak duże trudności mają obecnie inwestorzy z oceną przyszłości, pokazuje zachowanie różnych rynków. Od wielu tygodni rosną ceny obligacji, wyrażając obawę o spowolnienie gospodarki. Jednocześnie akcje radzą sobie całkiem dobrze. Ceny towarów w dostawach natychmiastowych stoją w miejscu, zaś w dostawach terminowych rosną, przekonując o podtrzymaniu dobrej koniunktury gospodarczej.