- Nie wiadomo jeszcze, o ile mniej płaciliby ci podatnicy. W sumie byłoby im jednak zwracane za dany rok 400-500 zł - miał stwierdzić członek kierownictwa SLD. Nie wiadomo też, jaki mechanizm powodowałby zmniejszenie obciążeń podatkowych dla najbiedniejszych. Według wstępnych wyliczeń SLD, wprowadzenie zmian, o których mówił anonimowo polityk partii, kosztowałoby budżet państwa ok. 1 mld zł rocznie.
Członek władz Sojuszu powiedział również, że jego klub parlamentarny skłania się ku wprowadzeniu dodatkowego, 50-proc. progu podatkowego dla najwięcej zarabiających. Połowę swych dochodów mieliby oddawać fiskusowi ci podatnicy, którzy zarabiają miesięcznie ok. 18 tys. zł (ok. 216 tys. zł rocznie). Parlamentarzyści SLD sygnalizowali już chęć wprowadzenia takiego progu. W pierwszej wersji - jak wyjaśniała posłanka Małgorzata Ostrowska - miał on dotyczyć osób o rocznych dochodach powyżej 250 tys. zł.
Przypomnijmy też, że w ubiegłym tygodniu inna parlamentarzystka SLD - Anna Filek - zapowiedziała, że jej partia nie złoży w Sejmie projektu wprowadzającego czwarty próg podatkowy w wysokości 50%.
Z kolei Anita Błochowiak twierdziła, że nowe propozycje podatkowe SLD będą skierowane wyłącznie do grupy osób, które osiągają minimum socjalne, czyli roczny dochód nie przekraczający 9888 zł.
Anonimowy rozmówca PAP powiedział wczoraj, że władze SLD mają jeszcze skonsultować propozycje z ministrem finansów Mirosławem Gronickim. Przypomnijmy, że szef resortu finansów kilkakrotnie mówił już, że rząd nie chce wprowadzać zmian w przepisach o PIT.