Reklama

Droga ropa wstrzymuje hossę?

Nastroje na światowych giełdach zmieniają się ostatnio niemal z tygodnia na tydzień. Pojawiły się już co prawda pierwsze sygnały poprawy giełdowej koniunktury, ale hossa jeszcze nie wróciła. Amerykańskie indeksy mają przed sobą strefę silnego oporu.

Publikacja: 09.10.2004 08:27

W doniesieniach agencyjnych nieustannie przewija się temat drogiej ropy naftowej. Mocno zwyżkujące ceny tego surowca niewątpliwie mają negatywny wpływ na rynek akcji, nie licząc może koncernów paliwowych. Można by na tej podstawie odnieść nieco mylne wrażenie, że nastroje inwestorów zmieniają się w rytm wydarzeń na rynku surowcowym.

Ropa to jednak tylko jeden z wielu czynników decydujących o poziomie notowań spółek. Widać to było w ostatnich kilkunastu miesiącach. W I kw. 2003 r. - w przededniu wybuchu wojny w Iraku - ceny kontraktów terminowych na ropę sięgały nawet 40 USD za baryłkę. Później notowania spadły, co zapewne pomogło w zapoczątkowaniu hossy na rynku akcji. Jednak od końca ub.r. ceny ropy znowu zaczęły rosnąć, a mimo to kursy akcji wciąż pięły się w górę. W okresie wzrostu notowań paliw w obawie przed wojną w Iraku S&P 500 miał wartość poniżej 900 pkt. Kiedy ropa powróciła do poziomu 40 USD za baryłkę w maju tego roku, S&P 500 miał już blisko 1100 pkt. Mniej więcej taką samą wartość ma też teraz, chociaż cena baryłki przekroczyła 50 USD. Patrząc na wykres indeksu można odnieść wrażenie, że droga ropa powstrzymuje hossę, ale nie jest już w stanie doprowadzić do wyprzedaży akcji. W tej sytuacji powstrzymanie zwyżki cen paliw mogłoby być dobrym pretekstem do poprawy nastrojów wśród inwestorów. Skoro kursy akcji nie chcą spadać, gdy ropa jest droga, co byłoby, gdyby surowiec stał się tańszy?

Pierwsze pozytywne sygnały

Ostatnie kilka sesji zmieniło sytuację techniczną S&P 500. Przede wszystkim indeks zdołał pokonać linię trendu spadkowego poprowadzoną po kilku tegorocznych szczytach. Co prawda, w najbliższym czasie indeks może się nie utrzymać powyżej tego poziomu (1130-1135 pkt), ale wysiłek podjęty przez byki pozwolił na przełamanie schematu, według jakiego zmieniały się w tym roku notowania S&P 500. Dotąd indeks po dotarciu do wspomnianej linii trendu zawracał w dół, po czym czekała go przecena o kilkadziesiąt punktów. Schemat ten potwierdzało cykliczne zachowanie średniej kroczącej z 15 sesji oraz MACD. Właśnie te dwa wskaźniki sugerują, że ostatnio coś się zmieniło - być może na plus. Średnia - po chwilowym spadku - znowu zaczęła rosnąć. MACD - zanim jeszcze zdążył spaść poniżej linii centralnej - dał sygnał kupna. Od dawna nie było takiej sytuacji. Na wykresie tego samego wskaźnika widać zresztą pozytywne dywergencje, które sprzyjają bykom. Ostatnie trzy szczyty indeksu wypadały coraz niżej, podczas gdy maksima MACD znajdowały się coraz wyżej (choć nieznacznie).

Opory na horyzoncie

Reklama
Reklama

Problem w tym, że pokonanie lekko nachylonej linii trendu spadkowego i przełamanie schematów w zachowaniu wskaźników to dopiero pierwszy krok ku hossie. S&P 500 ma przed sobą strefę oporu wynikającego z tegorocznych szczytów (1144-1158 pkt). Jest to górna granica trwającej już ponad pół roku konsolidacji - bo trudno inaczej nazwać powolne osuwanie indeksu, który wciąż jest na poziomie z początku roku.

Poziom tegorocznego maksimum zanotowanego w I kw. ma długoterminowe znaczenie. Po pierwsze, nieco wyżej, na poziomie ok. 1180 pkt, znajduje się opór wynikający ze szczytów z przełomu 2001 r. i 2002 r. Tam też wypada zniesienie połowy wielkiej bessy z lat 2000-2002. To tłumaczy, dlaczego akurat w tej okolicy została powstrzymana zwyżka na początku roku. W tym kontekście trwającą konsolidację można interpretować jako przygotowywanie się byków do ataku na długoterminowy opór.

W krótkim terminie niewykluczone jest, że kupujący stracą na jakiś czas przewagę. W takim wypadku wsparciem może się okazać linia trendu wzrostowego biegnąca po dołkach z sierpnia i września (teraz ok. 1120 pkt). W dalszej kolejności barierą dla spadków powinno być minimum z ubiegłego miesiąca - 1103 pkt.

Dow Jones wciąż

bez przełomu

Niestety, potwierdzenia pierwszych pozytywnych sygnałów na wykresie S&P 500 próżno szukać w notowaniach indeksów Dow Jones czy Nasdaq. Wskaźnik rynku technologicznego ma jeszcze sporo do pokonania, zanim dotrze do oporu w postaci czerwcowego maksimum (2048 pkt). Takie są konsekwencje ostrej przeceny w lipcu. Na razie Nasdaq porusza się w krótkoterminowym kanale wzrostowym i jego dolne ramię może stanowić najbliższe wsparcie (obecnie ok. 1900 pkt).

Reklama
Reklama

Średnia przemysłowa z kolei przemieszcza się od początku roku w kanale spadkowym. W przeciwieństwie do S&P 500, indeksowi nie udało się pokonać wrześniowego szczytu. Świadczy to, że rynki amerykańskie nie są najwyraźniej jeszcze gotowe do nowego etapu hossy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama