W doniesieniach agencyjnych nieustannie przewija się temat drogiej ropy naftowej. Mocno zwyżkujące ceny tego surowca niewątpliwie mają negatywny wpływ na rynek akcji, nie licząc może koncernów paliwowych. Można by na tej podstawie odnieść nieco mylne wrażenie, że nastroje inwestorów zmieniają się w rytm wydarzeń na rynku surowcowym.
Ropa to jednak tylko jeden z wielu czynników decydujących o poziomie notowań spółek. Widać to było w ostatnich kilkunastu miesiącach. W I kw. 2003 r. - w przededniu wybuchu wojny w Iraku - ceny kontraktów terminowych na ropę sięgały nawet 40 USD za baryłkę. Później notowania spadły, co zapewne pomogło w zapoczątkowaniu hossy na rynku akcji. Jednak od końca ub.r. ceny ropy znowu zaczęły rosnąć, a mimo to kursy akcji wciąż pięły się w górę. W okresie wzrostu notowań paliw w obawie przed wojną w Iraku S&P 500 miał wartość poniżej 900 pkt. Kiedy ropa powróciła do poziomu 40 USD za baryłkę w maju tego roku, S&P 500 miał już blisko 1100 pkt. Mniej więcej taką samą wartość ma też teraz, chociaż cena baryłki przekroczyła 50 USD. Patrząc na wykres indeksu można odnieść wrażenie, że droga ropa powstrzymuje hossę, ale nie jest już w stanie doprowadzić do wyprzedaży akcji. W tej sytuacji powstrzymanie zwyżki cen paliw mogłoby być dobrym pretekstem do poprawy nastrojów wśród inwestorów. Skoro kursy akcji nie chcą spadać, gdy ropa jest droga, co byłoby, gdyby surowiec stał się tańszy?
Pierwsze pozytywne sygnały
Ostatnie kilka sesji zmieniło sytuację techniczną S&P 500. Przede wszystkim indeks zdołał pokonać linię trendu spadkowego poprowadzoną po kilku tegorocznych szczytach. Co prawda, w najbliższym czasie indeks może się nie utrzymać powyżej tego poziomu (1130-1135 pkt), ale wysiłek podjęty przez byki pozwolił na przełamanie schematu, według jakiego zmieniały się w tym roku notowania S&P 500. Dotąd indeks po dotarciu do wspomnianej linii trendu zawracał w dół, po czym czekała go przecena o kilkadziesiąt punktów. Schemat ten potwierdzało cykliczne zachowanie średniej kroczącej z 15 sesji oraz MACD. Właśnie te dwa wskaźniki sugerują, że ostatnio coś się zmieniło - być może na plus. Średnia - po chwilowym spadku - znowu zaczęła rosnąć. MACD - zanim jeszcze zdążył spaść poniżej linii centralnej - dał sygnał kupna. Od dawna nie było takiej sytuacji. Na wykresie tego samego wskaźnika widać zresztą pozytywne dywergencje, które sprzyjają bykom. Ostatnie trzy szczyty indeksu wypadały coraz niżej, podczas gdy maksima MACD znajdowały się coraz wyżej (choć nieznacznie).
Opory na horyzoncie