Szczyt państw Unii Europejskiej w marcu 2005 roku zdecyduje o tym, czy projekt budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego znajdzie się na tzw. liście projektów szybkiego startu. Oznaczałoby to, że Polska miałaby możliwość ubiegania się o 30% dofinansowania ze środków UE na tę inwestycję. Rząd zwrócił się w tej sprawie do Komisji Europejskiej w listopadzie ubiegłego roku.
- Uznaliśmy, że druga nitka spełnia kryteria konieczne do uznania jej za projekt szybkiego startu - mówi Halina Trymucha, zastępca dyrektora departamentu bezpieczeństwa energetycznego w ministerstwie gospodarki.
Prośba była uzasadniona również tym, że druga nitka ma zaopatrywać w gaz nie tylko Polskę, ale także kraje Unii Europejskiej. Jej koszt to około 1,5 mld USD.
Według wcześniejszych projektów, inwestycja miała zostać zrealizowana na mocy umów między Polską i Rosją zaraz po zakończeniu budowy pierwszej nitki. W ubiegłym roku uzgodniono, że strony powrócą do rozmów do końca grudnia 2004 r. Jednak na początku tego roku rosyjski Gazprom zapowiedział, że decyzje o budowie odkłada w czasie i skupił się nad pracami dotyczącymi projektu gazociągu podmorskiego przez Bałtyk. Miałby nim płynąć gaz z przeznaczeniem na rynek brytyjski. To więc, czy uda się wybudować drugą nitkę, zależy nie tylko od porozumienia z UE, ale przede wszystkim od planów rosyjskich. Tymczasem z wcześniejszych wypowiedzi przedstawicieli rosyjskiego Gazpromu wynika, że projekt podmorski jest bardziej interesujący. Według szacunków, najbardziej będzie potrzebowała gazu właśnie Wielka Brytania, której kończą się własne zasoby.
Budowa gazociągu przez Bałtyk i rezygnacja z drugiej nitki pozbawiłaby nasz kraj wpływów z tranzytu. Polska tymczasem argumentuje, że już poczyniła przygotowania pod tę inwestycję, choćby wykupując grunty. Według oryginalnego planu z połowy lat 90., obie nitki miałyby biec równolegle do siebie.