Nie da się ukryć, że nad warszawskim parkietem krąży już widmo PKO BP. Wprawdzie dla rzetelnej oceny szans na zakup akcji za pośrednictwem biur maklerskich (czytaj: stopy redukcji zleceń) danych jest wciąż zbyt mało, ale uczestnicy rynku już szykują gotówkę. Tak naprawdę to wiele więcej tych informacji nie będzie. Poznamy jedynie przedział cenowy, natomiast wiedza o zasobności poszczególnych transz stanie się publiczna dopiero po zakończeniu zapisów. W każdym razie w przewidywaniu wysokiej nadsubskrypcji instytucje mobilizują środki, OFE prawdopodobnie robią miejsce w portfelach, a niewykluczone, że część inwestorów indywidualnych wycofuje swoje wkłady z funduszy. Niestety, wszystkie te kroki odbywają się (albo dopiero odbędą) kosztem spółek notowanych na giełdzie.
Ponieważ jednak tę podaż ktoś odbiera, podejrzenia można by skierować na inwestorów zagranicznych, a to dla naszej giełdy w dłuższym terminie byłaby doskonała informacja. W ciągu najbliższych dwóch tygodni ruchy cen akcji notowanych na GPW (zwłaszcza tych największych) mogą być nerwowe. Prawdę o kondycji warszawskiego parkietu poznamy dopiero na początku listopada, kiedy opadną emocje związane z prywatyzacją PKO BP. Poza tym znana będzie też kolejna decyzja RPP o stopach procentowych. Oczywiście, w piątek czeka nas sejmowe głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Marka Belki, ale tu raczej nie powinno być niespodzianek.
Wysoka dynamika rozwoju polskiej gospodarki nie pozwoli zapewne na zbyt głęboką przecenę akcji, ale warto zwracać baczną uwagę na sytuację na rynku paliwowym, bo właśnie wysokich cen ropy inwestorzy na świecie obecnie boją się najbardziej. Jeśli prognozowana cena 60 dolarów za baryłkę stanie się faktem, ucierpią na tym wszystkie giełdy.
Zwróć uwagę na:
Blue chips - koniec miesiąca może być dobrym momentem do zwiększenia zaangażowania w nasze największe spółki.