Zarówno senator John Kerry, jak i prezydent George W. Bush nie szczędzili sobie ciosów. Demokrata oskarżył obecnego prezydenta o tracone przez gospodarkę miejsca pracy, gigantyczny deficyt budżetowy oraz rosnącą liczbę Amerykanów bez ubezpieczenia lekarskiego. Bush przedstawiał rywala jako liberała, który zamierza podnieść podatki i zwiększyć wydatki państwa. W opinii Amerykanów lepiej z tego starcia wyszedł kandydat Partii Demokratycznej. Kerry wygrał zresztą także pierwszą z debat, druga według większości sondaży zakończyła się wynikiem remisowym.

- Pana polityczna przeszłość jest taka, że przy panu Ted Kennedy jest konserwatywnym senatorem z Massachusetts - ironizował Bush. Kerry nie pozostawał mu dłużny. - To pierwszy prezydent od 72 lat, podczas urzędowania którego Ameryka straciła miejsca pracy. Jedenastu pozostałych - sześciu demokratów i pięciu republikanów - prowadziło wojny, przeżywało recesje i inne wielkie problemy. Żaden z nich nie tracił miejsc pracy w takim tempie co obecny - atakował demokrata. Kerry zarzucił też Bushowi, że przy obecnym systemie podatkowym amerykańscy pracownicy sponsorują pośrednio outsourcing miejsc pracy do innych krajów.

Kerry podtrzymał swoją propozycję zniesienia ulg podatkowych dla Amerykanów zarabiających ponad 200 tys. USD rocznie. Bush utrzymywał, że projekt uderzy także w drobnych przedsiębiorców i nie wystarczy to do sfinansowania wszystkich inicjatyw demokratycznego senatora, które chce wprowadzić, m.in. powszechnie dostępne ubezpieczenie zdrowotne dla wszystkich Amerykanów.

Kandydaci starli się także w kwestii reformy emerytalnej. Bush zaproponował po raz kolejny sprywatyzowanie kont Social Security, co powinno zapobiec bankructwu systemu ubezpieczeń społecznych. Kerry miał na ten temat zupełnie odmienne zdanie.

Kandydaci rozmawiali także o kwestii deficytu budżetowego. Kerry zarzucił Bushowi, że ten zamienił gigantyczną nadwyżkę (5,6 biliona USD) w deficyt "wielki jak morze".