Amerykańskie indeksy rozpoczęły czwartkową sesję na poziomach zbliżonych do zamknięcia z poprzedniego dnia. Takie otwarcie należy uznać za sukces strony popytowej, zważywszy na opublikowane dane makro czy też aktualną sytuację techniczną indeksów. Tych pierwszych nie trzeba tłumaczyć. Wszystko widać jak na dłoni. Jeżeli chodzi natomiast o "kreski", to ostatnie spadki nie zachęcają do angażowania się po stronie popytu. Nieudane wybicie S&P500 z wielomiesięcznego kanału spadkowego, czy też odbicie DJIA od górnego ograniczenia analogicznego kanału to wyraźne sygnały sprzedaży.

Obecnie oczy inwestorów są zwrócone na rynek towarowy. Zwłaszcza na ropę. Po wtorkowym dużym spadku i wykreśleniu długiej czarnej świecy na wykresie dziennym mogło się wydawać, iż wreszcie przychodzi długo oczekiwana korekta, trwającego już ponad półtora miesiąca ostatniego impulsu wzrostowego. Takie odczucia gracze mieli do środowego otwarcia rynków amerykańskich. Wówczas to ta minikorekta brutalnie zakończyła się wzrostem ceny baryłki o ponad 2 dolary (w ciągu 5 godzin). Na wykresie dziennym byki wykreśliły białą świeczkę z długim dolnym cieniem. Neutralizuje ona całkowicie podażowy charakter poprzedniej świecy. Tym samym sama w sobie stanowi sygnał kupna i każe oczekiwać dalszego wzrostu cen ropy na świecie. Jest to o tyle realne, że kraje eksportujące ropę nie mogą szybko zwiększyć wydobycia, a jednocześnie spekuluje się, iż zarówno w USA, jak i w zachodniej Europie są duże braki oleju opałowego. Jeżeli do tego dojdzie mroźna zima, to ceny mogą sięgnąć nawet poziomu 65 dolarów za baryłkę.

Kontynuacja trendu wzrostowego na paliwach nie powinna pozostać bez wpływu zarówno na amerykańskie, jak i na światowe rynki akcji. Zresztą nawet odwrócenie trendu nie musi być dobrą wiadomością dla Wall Street, przy założeniu iż jednocześnie dojdzie do zmiany tendencji na całym rynku surowców. Mieliśmy tego małą próbkę w ostatnią środę, kiedy duże przeceny surowców wywołały realizację zysków w całym sektorze spółek surowcowych. Ale to już temat na oddzielny komentarz.