Banki zyskają na kredytach udzielanych inwestorom indywidualnym na zakup papierów banku, biura - głównie dzięki przetrzymaniu przez kilka dni pieniędzy inwestorów. Najbardziej niepewny jest zarobek fiskusa - pochodzić będzie z podatku i pojawi się tylko wtedy, jeśli inwestorzy zarobią na akcjach debiutanta.
Nie wiemy jeszcze, ile walorów będą mogli kupić indywidualni inwestorzy. Początkowo Skarb Państwa przeznaczył dla nich akcje za około 1,5 mld zł (75 mln sztuk). W ramach lokat prywatyzacyjnych ciułacze zapisali się na walory za 1,1 mld zł. W tej sytuacji są trzy możliwości. Pula na lokaty (początkowa miała wartość 720 mln zł) mogła zostać zwiększona kosztem pozostałej części transzy dla indywidualnych graczy, ale to najmniej prawdopodobny wariant. Mogła też zostać powiększona kosztem pozostałych transz. W tym przypadku dla drobnych inwestorów pozostałyby papiery za blisko 800 mln zł. Niewykluczone też, że zgodnie z deklaracjami ministra skarbu Jacka Sochy przeznaczona dla nich transza zostanie zwiększona i razem z lokatami może stanowić 40% całej oferty. Wobec tego, biura maklerskie miałyby do sprzedaży walory za ok. 1,3 mld zł.
Podczas każdej oferty publicznej pieniądze zebrane przez biura maklerskie leżą od dnia złożenia zapisu do momentu przyznania akcji na ich rachunkach. W tym czasie można je ulokować w krótkoterminowe instrumenty finansowe, np. depozyty międzybankowe.
Około 10 mln zł dla biur
W związku z tym, że 4-proc. dyskonto przy zakupie akcji PKO BP można uzyskać, składając zapisy do 29 października, więc zapewne w tym terminie (w kolejnym dyskonto spadnie do 2%) zdecydowana większość drobnych inwestorów pójdzie do biur. To oznacza, że ich środki przeleżą na rachunkach biur 9 dni - do 6-8 listopada, kiedy nastąpi rozliczenie oferty i będzie można upomnieć się o zwrot nadpłat. Spodziewana jest redukcja zleceń przekraczająca 90%. Można przypuszczać, że powszechne będzie korzystanie z kredytów i ostatecznie zapisy zostaną złożone na kwotę wielokrotnie przekraczającą wartość oferty.