Można odnieść wrażenie, że giełdowe indeksy tylko czekały na zakończenie zwyżki paru największych spółek, by zanurkować w dół. W ostatnim etapie fali wzrostowej papiery zyskujące na wartości można było już policzyć na palcach. Rynek najwyraźniej nie był przygotowany na długotrwałą hossę i pokonanie przez WIG20 kwietniowego szczytu. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu przyczyniła się do tego oferta publiczna PKO BP. Lokaty prywatyzacyjne stanowiły dla rynku wtórnego raczej niewielką konkurencję, bo przyciągnęły głównie "świeży" kapitał. Nie da się jednak wykluczyć, że inwestorzy szykują się już do zapisów w biurach maklerskich.
Miedź zaważyła
Tak czy inaczej, na losach koniunktury giełdowej zaważyło ostatnio nie PKO, ale po pierwsze - cykliczny zwrot w dół amerykańskich indeksów, a po drugie - załamanie na rynku miedzi, które zepchnęło w dół notowania KGHM. To właśnie ta spółka była głównym motorem wrześniowych zwyżek, więc jej wykluczenie z gry szybko zaowocowało ogólną przeceną. Niestety, trudno się spodziewać, by miedź miała po ostatnim tąpnięciu nagle powrócić do ostatnich szczytów (ponad 3100 USD za tonę). Nawet jeśli nie czeka nas jeszcze rozpoczęcie trendu spadkowego na rynkach surowcowych, to po podobnym załamaniu w kwietniu notowania miedzi potrzebowały kilku miesięcy konsolidacji, zanim doszło do kolejnej fali wzrostowej. Na niekorzyść posiadaczy akcji KGHM działa też fakt, że kurs akcji tej spółki w średnim terminie zmienia się bardziej gwałtownie niż wynikałoby to z notowań miedzi. W czasie kwietniowego załamania kurs koncernu spadł o ponad jedną czwartą, czyli 60% bardziej niż surowiec. Z kolei od majowego dołka do ostatniego szczytu KGHM zwyżkował o ponad połowę, czyli aż ponad dwa razy szybciej niż miedź. Na razie tymi niepokojącymi sygnałami z rynku surowcowego niezbyt przejęli się posiadacze akcji PKN. Notowania ropy pozostają względnie stabilne, ale załamanie cen miedzi udowodniło, że sytuacja potrafi zmienić się z dnia na dzień.
Za wąski rynek
W tej sytuacji, jeśli hossa na rynku akcji ma być kontynuowana, to powinni znaleźć się nowi liderzy, którzy nie są uzależnieni od rynków surowcowych. Jeśli chodzi o trwałość wzrostu, to istotne jest włączenie się do niego dużej liczby spółek. A z tym nie jest najlepiej. Wskaźnik szerokości rynku Advance/Decline Line szybko opada po ustanowieniu szczytu jeszcze w kwietniu. Potwierdza to, że hossa jest nie do utrzymania, jeśli indeksy będzie ciągnąć w górę zaledwie kilka spółek.