Ten tydzień zdecydowanie należał do posiadaczy krótkich pozycji. Wtorkowy spory spadek cen oraz czwartkowa luka bessy mówią same za siebie. Jest to drugi w ciągu ostatniego miesiąca spadkowy tydzień. Niby nic, ale warto zauważyć, że wcześniej mieliśmy głównie do czynienia z białymi świecami w skali tygodniowej. Pojawienie się w krótkim czasie kolejnej czarnej dobitnie sygnalizuje, że popyt osłabł, a podaż rośnie w siłę.
Skala dotychczasowego spadku nie jest jeszcze na tyle duża, by spokojnie mówić o końcu korekty. Zjechaliśmy pod dołek z końca września. To był pierwszy poziom zniesienia (38,2%), który mógł zatrzymać ruch. Faktycznie zatrzymał, ale odbicie od tego potencjalnego wsparcia nie było zbyt dynamiczne. Tym samym nie można jednoznacznie przyznać punktu bykom. Fakt zamknięcia małej luki bessy na wczorajszej sesji niczego nie przesądza. Przecież bykom nie udało się utrzymać cen nad jej poziomem. Słabsza końcówka sesji każe raczej oczekiwać dalszej zniżki. Obecnie kolejnym wsparciem są okolice 1740 pkt. Jest to poziom zniesienia połowy całego ponad 200-punktowego wzrostu oraz poziom wcześniejszego oporu. Z jego przebiciem popyt miał pewne kłopoty, co pozwala sądzić, że tym razem będzie on skutecznym wsparciem.
Trzeba więc założyć, że dopiero 1740 pkt zatrzyma spadek cen, na tyle skutecznie, by rynek ponownie zaczął rosnąć. Od tego wzrostu będzie wiele zależeć. Jeśli będzie on dynamiczny i poparty obrotem, będzie można mówić o kolejnym poważnym ruchu w górę. Jeśli natomiast aktywność nie będzie dopisywać, to będzie to wskazywać na co najmniej kontynuację korekty. W tej chwili pierwszym oporem dla zwyżki są okolice 1830 pkt, czyli pobliże zamkniętej luki hossy i szczytu z połowy września.