Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 17.10.2004 22:20

Przyznam, że odczuwam pewien dyskomfort, gdyż pisanie "Weekendowej..." po

takim tygodniu jest mało przyjemnym zajęciem. Ostatnie dni zdominowała

polityka w związku z głosowaniem na budżetem i wotum zaufania dla rządu oraz

zachwyty nad polskim rynkiem kapitałowym. Te z kolei były związane z

zakończonymi wczoraj jubileuszowymi targami kapitałowymi. Oba wydarzenia w

Reklama
Reklama

gruncie rzeczy żenujące. Walka o zakończenie prac rządu M. Belki była z góry

skazana na porażkę. Mydlenie oczu zakończyło się tym, czym miało się

zakończyć i czego należało oczekiwać. Potok słów nie miał końca, jakby

faktycznie miał coś zmienić. Wszyscy mieli do rządu zastrzeżenia. Nie

wyłączając posłów stanowiących marne, ale jednak zaplecze sejmowe. Jednak,

gdy przyszło co do czego, arytmetyka wygrała z przyzwoitością. Rząd, który

Reklama
Reklama

"nie słucha" jednogłośnych uchwał Sejmu, który "łamie niepisane prawo"

uzyskuje w końcu większość.

Ja wiem, że głos Sejmu w sprawie prywatyzacji PKO BP nie był wiążący dla

rządu. Wiążący w sensie prawnym. Sama uchwała w sprawie likwidacji transzy

dla inwestorów zagranicznych to gniot jakich mało. Nie w tym rzecz. Chodzi o

to, że po decyzji rządu o utrzymaniu tej transzy podniósł się rwetes, że

Reklama
Reklama

rząd "olewa" sobie decyzje Sejmu. Problem w tym, że obecnie rząd sobie

olewa, bo olewać może. Nie tylko w sensie prawa, ale także w kontekście

obecnej sytuacji politycznej. Czy w normalnej firmie zarząd ignorowałby

zalecenia rady nadzorczej? Nawet głupie? W końcu rada jest

przedstawicielstwem właścicieli przedsiębiorstwa, a często właściciele są

Reklama
Reklama

członkami rady. Więc zwykle, co chce rada to chcą faktycznie właściciele,

czy mocodawcy zarządu. Gdyby zarząd ignorował kolejne sygnały rady naraziłby

się na zwolnienie. Tak było i tym razem. Po kolejnym zignorowaniu uchwały

Sejmu padały ciężkie słowa. Oskarżano z prawej i z lewej. Gdy przyszło

głosowanie, okazało się, że rząd ma większość. Ci sami posłowie, co

Reklama
Reklama

głosowali za brakiem transzy dla inwestorów zagranicznych, za

uprzywilejowaniem rodzimych inwestorów teraz głosowali za rządem, który

utrzymał transzę dla inwestorów zagranicznych. Ci sami posłowie, którzy

ostro wypowiedzieli się zna temat rozliczeń wojennych z Niemcami, teraz

poparli najpierw ministra Cimoszewicza, a potem cały rząd mimo, że ich

Reklama
Reklama

wypowiedzi i decyzje były z goła odmienne. Schizofrenia? Amnezja? Nic z tych

rzeczy. To polityka. Już zupełnie odarta z godności. Liczy się w tej chwili

jedynie przetrwanie. Słowa o polskiej racji stanu, o interesie narodowym są

równie puste, jak butelka po szampanie (lub czymś mocniejszym) wypitym w

Pałacu Prezydenckim w piątkowy wieczór. Niestety na ten teatr jesteśmy

skazani. Wcale nie jest powiedziane, że przedstawienie się skończy wraz z

wyborami, które obecnie mogą mieć miejsce w maju. Choć i to nie jest pewne.

Terminów było już tyle, że najrozsądniej jest liczyć na to, że kadencja

obecnego Sejmu zakończy się w konstytucyjnym czasie. Na szczęście nie jest

aż tak źle, jak na Białorusi, i zmiana musi w końcu zajść.

W czasie tego tygodnia pojawiło się kilka ciekawych wątków wartych wzmianki.

Nie są to może czynniki o fundamentalnym znaczeniu dla rynku, ale świetnie

ukazują polski krajobraz. I tak w czasie debaty, jeśli takiego słowa wolno

mi użyć w kontekście tego, co miało miejsce na sali sejmowej, na temat

ustawy budżetowej powił się problem implementacji standardów unijnych przy

liczeniu różnych wielkości makro. Już wiemy, że niedługo ministerstwo

finansów zacznie inaczej liczyć wielkości długu publicznego, co pozwoli nam

"zaoszczędzić" kilka punktów procentowych w relacji do PKB. Jednak wyraźnie

ociągają się prace nad modyfikacją liczenia wielkości deficytu budżetowegicznych. Dzięki czemu publikowany

deficyt budżetowy jest mniejszy niż faktyczny. Pamiętajmy, że prędzej czy

później trzeba się z tym pogodzić, bo nikt nie pozwoli nam wejść do unii

walutowej przy farbowanym deficycie. Przykład Grecji pozostanie w pamięci

decydentów unijnych na długi czas. Decyzja Eurostatu, jeśli pozostanie bez

zmian, a na to się zanosi to może znacznie opóźnić przyjęcie euro.

Zatem wielkość długu wobec OFE powinna powiększać kwotę długu publicznego, a

kwoty spłaty tego długu powinny powiększać kwotę wydatków budżetowych. Swoją

drogą cały czas nie mogę zrozumieć spokojnego przyjęcia faktu nie wypłacania

przez ZUS należnych składek do OFE. Zrobił się w tego teraz prawie 12 mld

złotych (wraz z odsetkami). Nie rozumiem na jakiej zasadzie ten dług w ogóle

powstał, a jeśli już jest to dlaczego wszyscy czekają, aż Skarb Państwa

raczy to zwrócić i to już wiadomo, że nie w gotówce, ale w jakiś

obligacjach. Czy jeśli ZUS nie przelewał kasy nie można było wystąpić z tym

do sądu? Skoro są to składki należne? Ja akurat mam to szczęście, że

większość składek dotarła do mojego OFE, ale mam znajomego, któremu już dwa

lata nie spływają. Czy on ma tylko bezradnie rozkładać ręce? Czy ZUS jest tu

podmiotem uprzywilejowanym? Przecież to są prywatne pieniądze! Tego właśnie

nie chce zrozumieć rząd. Skoro prywatne to nie można tam posłać komornika?

Kogo obchodzi bałagan w ZUS-ie? Dlaczego wszyscy przyjmują za normę, że

składki, które mają iść na konta w OFE są wykorzystywane do bieżących

wypłat? Czy jak ja będę zalegał ze składkami na ZUS bądź podatkami to

urzędnicy przyjmą mą trudną sytuację ze zrozumieniem? Ba, nie tylko ze

zrozumieniem, ale zamiast gotówki przyjmą obietnicę, że zwrócę dług, ale

nieco później i w obligacjach? Dziwi mnie to powszechne przekonanie, że

państwo powinno podlegać jakimś specjalnych zasadom traktowania, że

stwierdzenie "ale przecież to Skarb Państwa" ma usprawiedliwiać wszelkie

dziwne rozwiązania. Chciałbym, by ktoś mi wytłumaczył, dlaczego OFE nie

walczą o należne im składki? Potrafią je naliczyć, ale na tym się kończy.

Czy ZUS to jakaś święta krowa? Inna sprawa. Pomysł korzystania z tzw.

"złotej akcji". Skarb Państwa chce sprzedać pakiety akcji posiadanych przez

siebie spółek, ale w części z nich nie chce tracić dominującej pozycji. Mamy

więc pomysł, jak zjeść ciastko (otrzymać dochody za sprzedaż akcji), a mimo

to nadal je posiadać (czyli decydować w firmie, w której ma się mały udział

w kapitale). Zabawne jest to, że niedawno za taką samą sytuację w PKN

naskakiwano na Kulczyka. Oczywiście sprawa PKN to temat zupełnie inny, ale

właśnie to bulwersowało część polityków. To można mieć wpływ na spółkę mając

w nim mały udział? "Ale przecież to Skarb Państwa". Czyli takie

wytłumaczenie mamy przyjąć bez mrugnięcia okiem? Do mnie to nie przemawia i

tym bardziej dziwi mnie, że reszta przyjmuje ten fakt, jako rzecz normalną.

Wróćmy do sposobu liczenia deficytu. To był jeden w głównych argumentów PO.

Pozostałe ugrupowania sprzeciwiające się przedłożonej ustawie powoływały się

na mniej konkretne powody. Klub PiS wniósł o odrzucenie budżetu na 2005 r w

pierwszym czytaniu, a powodem było po prostu stwierdzenie: "budżet nie

powinien być uchwalony, by rząd Marka Belki odszedł". Dodajmy trochę hasełek

w stylu: "Rząd powstał po to, by wyprzedawać majątek narodowy", "Rząd nie

wykonuje uchwał Sejmu dotyczących prywatyzacji." Argumenty Samoobrony to już

prawdziwy kabaret pod nazwą "kotwic Leppera". Samoobrona "domaga się

przeniesienia z zagranicy do Polski 80 proc. rezerwy dewizowej i ulokowanie

jej w Banku Gospodarstwa Krajowego. BGK w oparciu o lokatę około 28 mld euro

może uruchomić

tego zysku w BGK".

Wraca temat podwyższanych składek na ubezpieczenie społeczne. "W Polsce

ponad 1,5 mln osób wysoko zarabiających pracowników najemnych.

Przerejestrowali się na samodzielne prowadzenie działalności jako

jednoosobowe firmy. Korzystają w związku z tym z przywilejów ZUS i płacą w

związku z tym kilkakrotnie razy mniej, niżby płacili inaczej. To jest

dyskryminacja? To jest patologia i właśnie ta propozycja chce złagodzić tę

patologię". To słowa naszego obecnego Premiera. Przypomnę, jest on

profesorem ekonomii. Chciałbym zapytać Pana Premiera, z jakich to

przywilejów korzystają ci ludzie? Z tych samych co inni i z tych, z których

korzystali wcześniej, ale płacili znacznie więcej ("inaczej"), a może z

tych, z których nie korzystali, gdy płacili więcej? W czym człowiek

zarabiający więcej jest gorszy od tego, który zarabia mniej? Z czym się

wiąże płacona niższa składka na ubezpieczenie społeczne? Niższą emeryturą?

Przecież każdy, kto decyduje się płacić niższą składkę jest tego świadom i

każdy jest świadom, że ta emeryturę jest sobie sam w stanie zapewnić. Poza

tym to właśnie polski system powoduje, że na etacie nie opłaca się już

pracować. Masz wysoki dochód? Płacisz wyższy podatek, wg wyższej stawki.

Teraz masz również płacić więcej na ubezpieczenie społeczne. Państwo na siłę

chce ci dać wyższą emeryturę, choć więcej zarobiłbyś odkładając różnicę w

składkach w banku. Przecież profesor ekonomii ma tego świadomość. Ile można

odrzucić rozsądku dla polityki? "Dla nas najważniejsze jest to, by

wprowadzić system, w którym składki będą zróżnicowane. Znaczenie fiskalne

tego rozwiązania jest istotne, ale drugorzędne. Ważne jest, żeby wprowadzić

zasadę, która jest zdrowa" - mówił Belka. O jakim zdrowiu mówimy?

Temat systemu emerytalnego to temat rzeka. Ostatnio ukazało się kilka

ciekawych informacji i wypowiedzi. BCC uważa, że polski system emerytalny

jest poważnie zagrożony i jeśli nie zostanie wdrożony program naprawczy,

przyszli emeryci będą dostawali niskie świadczenia bez względu na to, ile

pieniędzy włożyli do systemu. Za jeden z głównych problemów podaje się słabe

rozwinięcie III filaru, a w szczególności Pracowniczych Programów

Emerytalnych (PPE). Niepokojące informacje napływają z krajów znacznie od

nas zamożniejszych. "Ponad 9 mln Brytyjczyków cierpi biedę na stare lata -

wynika z opublikowanego we wtorek raportu o emerytach przygotowanego przez

pozarządową Komisję Emerytur. W Wielkiej Brytanii mieszka ok. 58 mln osób.

Założona przed ponad rokiem w Wielkiej Brytanii Komisja Emerytur wylicza, że

aby sytuacja emerytów uległa zmianie, rząd musiałby jednocześnie podnieść

podatki, zwiększyć oszczędności oraz nakazać obywatelom dłużej pracować.

Wydatki na emerytury musiałyby wzrosnąć o 57 miliardów funtów (ok. 107 mld

dolarów), aby za 40 lat zapewnić emerytom standard życia porównywalny z

dzisiejszym." ..." W 2040 roku 80 procent Brytyjczyków będą stanowili ludzie

powyżej 65 roku życia. ... przez ostatnie 25 lat Brytyjczycy żyli w >>raju

głupców

wyborami nie chce podejmować żadnych kroków, które mogłyby być niepopularne

w opinii wyborców. (PAP) Znany problem prawda?

U nas badanie nad podobnym problemem przeprowadziły Polskie Forum Strategii

Lizbońskiej i Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Wg niego w Polsce coraz

więcej osób przechodzi na wcześniejsze emerytury; jednocześnie społeczeństwo

starzeje się i coraz mniejsza grupa będzie pracować na emerytury dla ludzi

starszych. Utrzymywanie się takiej sytuacji w kolejnych latach spowoduje, że

w przyszłości emerytury będą zbyt niskie, by zapewnila kobiet wykazały, że nie ma zgody na takie

rozwiązanie. Kobiety motywowały swoją niechęć do dłuższej pracy zmęczeniem i

złym stanem zdrowia." No pewnie, najlepiej przejść na emeryturę w wieku 40

lat. "Badanie przeprowadzone przez Instytut Statystyki i Demografii przy

Szkole Głównej Handlowej wykazało, że Polacy chcą wcześniej przechodzić na

emeryturę: mężczyźni w wieku 58 lat, a kobiety - 53 lat." Przyznam, że mnie

te liczby przerażają. Ludzie w kwiecie wieku chcą przechodzić na emeryturę?

Perspektywy mamy więc nie lepsze niż Brytyjczycy.

Chyba skończę już to marudzenie, a miałem napisać parę zdań o prywatyzacji

PKO BP. Powstrzymam się jednak by nie zanudzać, a za cały tekst na ten temat

niech wystarczy depesza PAP-u. Podkreślenia moje. "Na akcjach PKO BP >>na

pewno można zarobić

cenie - PAP) - powiedział w poniedziałek w programie 1 TVP minister skarbu

Jacek Socha. Według Sochy, w ciągu roku na akcjach PKO BP >>można zarobić

kolejne 5 proc., ponieważ posiadacz 20 akcji banku dostanie za nie jedną

darmową akcję. "Cała reszta to siła rynku i siła banku, a bank jest

atrakcyjny i ciekawy" - powiedział Socha. (PAP). Przypomnę, że minister

skarbu był wcześniej szefem organu nadzorującego nasz rynek kapitałowy.

Organ ten jest m.in. odpowiedzialny za edukację.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama