wypowiedzi i decyzje były z goła odmienne. Schizofrenia? Amnezja? Nic z tych
rzeczy. To polityka. Już zupełnie odarta z godności. Liczy się w tej chwili
jedynie przetrwanie. Słowa o polskiej racji stanu, o interesie narodowym są
równie puste, jak butelka po szampanie (lub czymś mocniejszym) wypitym w
Pałacu Prezydenckim w piątkowy wieczór. Niestety na ten teatr jesteśmy
skazani. Wcale nie jest powiedziane, że przedstawienie się skończy wraz z
wyborami, które obecnie mogą mieć miejsce w maju. Choć i to nie jest pewne.
Terminów było już tyle, że najrozsądniej jest liczyć na to, że kadencja
obecnego Sejmu zakończy się w konstytucyjnym czasie. Na szczęście nie jest
aż tak źle, jak na Białorusi, i zmiana musi w końcu zajść.
W czasie tego tygodnia pojawiło się kilka ciekawych wątków wartych wzmianki.
Nie są to może czynniki o fundamentalnym znaczeniu dla rynku, ale świetnie
ukazują polski krajobraz. I tak w czasie debaty, jeśli takiego słowa wolno
mi użyć w kontekście tego, co miało miejsce na sali sejmowej, na temat
ustawy budżetowej powił się problem implementacji standardów unijnych przy
liczeniu różnych wielkości makro. Już wiemy, że niedługo ministerstwo
finansów zacznie inaczej liczyć wielkości długu publicznego, co pozwoli nam
"zaoszczędzić" kilka punktów procentowych w relacji do PKB. Jednak wyraźnie
ociągają się prace nad modyfikacją liczenia wielkości deficytu budżetowegicznych. Dzięki czemu publikowany
deficyt budżetowy jest mniejszy niż faktyczny. Pamiętajmy, że prędzej czy
później trzeba się z tym pogodzić, bo nikt nie pozwoli nam wejść do unii
walutowej przy farbowanym deficycie. Przykład Grecji pozostanie w pamięci
decydentów unijnych na długi czas. Decyzja Eurostatu, jeśli pozostanie bez
zmian, a na to się zanosi to może znacznie opóźnić przyjęcie euro.
Zatem wielkość długu wobec OFE powinna powiększać kwotę długu publicznego, a
kwoty spłaty tego długu powinny powiększać kwotę wydatków budżetowych. Swoją
drogą cały czas nie mogę zrozumieć spokojnego przyjęcia faktu nie wypłacania
przez ZUS należnych składek do OFE. Zrobił się w tego teraz prawie 12 mld
złotych (wraz z odsetkami). Nie rozumiem na jakiej zasadzie ten dług w ogóle
powstał, a jeśli już jest to dlaczego wszyscy czekają, aż Skarb Państwa
raczy to zwrócić i to już wiadomo, że nie w gotówce, ale w jakiś
obligacjach. Czy jeśli ZUS nie przelewał kasy nie można było wystąpić z tym
do sądu? Skoro są to składki należne? Ja akurat mam to szczęście, że
większość składek dotarła do mojego OFE, ale mam znajomego, któremu już dwa
lata nie spływają. Czy on ma tylko bezradnie rozkładać ręce? Czy ZUS jest tu
podmiotem uprzywilejowanym? Przecież to są prywatne pieniądze! Tego właśnie
nie chce zrozumieć rząd. Skoro prywatne to nie można tam posłać komornika?
Kogo obchodzi bałagan w ZUS-ie? Dlaczego wszyscy przyjmują za normę, że
składki, które mają iść na konta w OFE są wykorzystywane do bieżących
wypłat? Czy jak ja będę zalegał ze składkami na ZUS bądź podatkami to
urzędnicy przyjmą mą trudną sytuację ze zrozumieniem? Ba, nie tylko ze
zrozumieniem, ale zamiast gotówki przyjmą obietnicę, że zwrócę dług, ale
nieco później i w obligacjach? Dziwi mnie to powszechne przekonanie, że
państwo powinno podlegać jakimś specjalnych zasadom traktowania, że
stwierdzenie "ale przecież to Skarb Państwa" ma usprawiedliwiać wszelkie
dziwne rozwiązania. Chciałbym, by ktoś mi wytłumaczył, dlaczego OFE nie
walczą o należne im składki? Potrafią je naliczyć, ale na tym się kończy.
Czy ZUS to jakaś święta krowa? Inna sprawa. Pomysł korzystania z tzw.
"złotej akcji". Skarb Państwa chce sprzedać pakiety akcji posiadanych przez
siebie spółek, ale w części z nich nie chce tracić dominującej pozycji. Mamy
więc pomysł, jak zjeść ciastko (otrzymać dochody za sprzedaż akcji), a mimo
to nadal je posiadać (czyli decydować w firmie, w której ma się mały udział
w kapitale). Zabawne jest to, że niedawno za taką samą sytuację w PKN
naskakiwano na Kulczyka. Oczywiście sprawa PKN to temat zupełnie inny, ale
właśnie to bulwersowało część polityków. To można mieć wpływ na spółkę mając
w nim mały udział? "Ale przecież to Skarb Państwa". Czyli takie
wytłumaczenie mamy przyjąć bez mrugnięcia okiem? Do mnie to nie przemawia i
tym bardziej dziwi mnie, że reszta przyjmuje ten fakt, jako rzecz normalną.
Wróćmy do sposobu liczenia deficytu. To był jeden w głównych argumentów PO.
Pozostałe ugrupowania sprzeciwiające się przedłożonej ustawie powoływały się
na mniej konkretne powody. Klub PiS wniósł o odrzucenie budżetu na 2005 r w
pierwszym czytaniu, a powodem było po prostu stwierdzenie: "budżet nie
powinien być uchwalony, by rząd Marka Belki odszedł". Dodajmy trochę hasełek
w stylu: "Rząd powstał po to, by wyprzedawać majątek narodowy", "Rząd nie
wykonuje uchwał Sejmu dotyczących prywatyzacji." Argumenty Samoobrony to już
prawdziwy kabaret pod nazwą "kotwic Leppera". Samoobrona "domaga się
przeniesienia z zagranicy do Polski 80 proc. rezerwy dewizowej i ulokowanie
jej w Banku Gospodarstwa Krajowego. BGK w oparciu o lokatę około 28 mld euro
może uruchomić
tego zysku w BGK".
Wraca temat podwyższanych składek na ubezpieczenie społeczne. "W Polsce
ponad 1,5 mln osób wysoko zarabiających pracowników najemnych.
Przerejestrowali się na samodzielne prowadzenie działalności jako
jednoosobowe firmy. Korzystają w związku z tym z przywilejów ZUS i płacą w
związku z tym kilkakrotnie razy mniej, niżby płacili inaczej. To jest
dyskryminacja? To jest patologia i właśnie ta propozycja chce złagodzić tę
patologię". To słowa naszego obecnego Premiera. Przypomnę, jest on
profesorem ekonomii. Chciałbym zapytać Pana Premiera, z jakich to
przywilejów korzystają ci ludzie? Z tych samych co inni i z tych, z których
korzystali wcześniej, ale płacili znacznie więcej ("inaczej"), a może z
tych, z których nie korzystali, gdy płacili więcej? W czym człowiek
zarabiający więcej jest gorszy od tego, który zarabia mniej? Z czym się
wiąże płacona niższa składka na ubezpieczenie społeczne? Niższą emeryturą?
Przecież każdy, kto decyduje się płacić niższą składkę jest tego świadom i
każdy jest świadom, że ta emeryturę jest sobie sam w stanie zapewnić. Poza
tym to właśnie polski system powoduje, że na etacie nie opłaca się już
pracować. Masz wysoki dochód? Płacisz wyższy podatek, wg wyższej stawki.
Teraz masz również płacić więcej na ubezpieczenie społeczne. Państwo na siłę
chce ci dać wyższą emeryturę, choć więcej zarobiłbyś odkładając różnicę w
składkach w banku. Przecież profesor ekonomii ma tego świadomość. Ile można
odrzucić rozsądku dla polityki? "Dla nas najważniejsze jest to, by
wprowadzić system, w którym składki będą zróżnicowane. Znaczenie fiskalne
tego rozwiązania jest istotne, ale drugorzędne. Ważne jest, żeby wprowadzić
zasadę, która jest zdrowa" - mówił Belka. O jakim zdrowiu mówimy?
Temat systemu emerytalnego to temat rzeka. Ostatnio ukazało się kilka
ciekawych informacji i wypowiedzi. BCC uważa, że polski system emerytalny
jest poważnie zagrożony i jeśli nie zostanie wdrożony program naprawczy,
przyszli emeryci będą dostawali niskie świadczenia bez względu na to, ile
pieniędzy włożyli do systemu. Za jeden z głównych problemów podaje się słabe
rozwinięcie III filaru, a w szczególności Pracowniczych Programów
Emerytalnych (PPE). Niepokojące informacje napływają z krajów znacznie od
nas zamożniejszych. "Ponad 9 mln Brytyjczyków cierpi biedę na stare lata -
wynika z opublikowanego we wtorek raportu o emerytach przygotowanego przez
pozarządową Komisję Emerytur. W Wielkiej Brytanii mieszka ok. 58 mln osób.
Założona przed ponad rokiem w Wielkiej Brytanii Komisja Emerytur wylicza, że
aby sytuacja emerytów uległa zmianie, rząd musiałby jednocześnie podnieść
podatki, zwiększyć oszczędności oraz nakazać obywatelom dłużej pracować.
Wydatki na emerytury musiałyby wzrosnąć o 57 miliardów funtów (ok. 107 mld
dolarów), aby za 40 lat zapewnić emerytom standard życia porównywalny z
dzisiejszym." ..." W 2040 roku 80 procent Brytyjczyków będą stanowili ludzie
powyżej 65 roku życia. ... przez ostatnie 25 lat Brytyjczycy żyli w >>raju
głupców
wyborami nie chce podejmować żadnych kroków, które mogłyby być niepopularne
w opinii wyborców. (PAP) Znany problem prawda?
U nas badanie nad podobnym problemem przeprowadziły Polskie Forum Strategii
Lizbońskiej i Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Wg niego w Polsce coraz
więcej osób przechodzi na wcześniejsze emerytury; jednocześnie społeczeństwo
starzeje się i coraz mniejsza grupa będzie pracować na emerytury dla ludzi
starszych. Utrzymywanie się takiej sytuacji w kolejnych latach spowoduje, że
w przyszłości emerytury będą zbyt niskie, by zapewnila kobiet wykazały, że nie ma zgody na takie
rozwiązanie. Kobiety motywowały swoją niechęć do dłuższej pracy zmęczeniem i
złym stanem zdrowia." No pewnie, najlepiej przejść na emeryturę w wieku 40
lat. "Badanie przeprowadzone przez Instytut Statystyki i Demografii przy
Szkole Głównej Handlowej wykazało, że Polacy chcą wcześniej przechodzić na
emeryturę: mężczyźni w wieku 58 lat, a kobiety - 53 lat." Przyznam, że mnie
te liczby przerażają. Ludzie w kwiecie wieku chcą przechodzić na emeryturę?
Perspektywy mamy więc nie lepsze niż Brytyjczycy.
Chyba skończę już to marudzenie, a miałem napisać parę zdań o prywatyzacji
PKO BP. Powstrzymam się jednak by nie zanudzać, a za cały tekst na ten temat
niech wystarczy depesza PAP-u. Podkreślenia moje. "Na akcjach PKO BP >>na
pewno można zarobić
cenie - PAP) - powiedział w poniedziałek w programie 1 TVP minister skarbu
Jacek Socha. Według Sochy, w ciągu roku na akcjach PKO BP >>można zarobić
kolejne 5 proc., ponieważ posiadacz 20 akcji banku dostanie za nie jedną
darmową akcję. "Cała reszta to siła rynku i siła banku, a bank jest
atrakcyjny i ciekawy" - powiedział Socha. (PAP). Przypomnę, że minister
skarbu był wcześniej szefem organu nadzorującego nasz rynek kapitałowy.
Organ ten jest m.in. odpowiedzialny za edukację.
Kamil Jaros