Ostatnie sesje pokazują, że inwestorzy są wyjątkowo zdezorientowani - z ostatnich ośmiu notowań cztery zakończyły się spadkiem, cztery wzrostem. Nie było w tym czasie dwóch kolejnych sesji, na których WIG20 zmieniłby się w tym samym kierunku. Podkreślenie, że chodzi o indeks największych spółek jest bardzo istotne - MIDWIG i WIRR, poruszają się na południe od pierwszego tygodnia października. Indeks średnich spółek od bardzo ważnego poziomu 1626 pkt. dzieli już tylko 3%. Jeśli indeks pokona ten dystans trend średnioterminowy zmieni się na spadkowy.

Na naszym rynku właściwie wszystko kręci się wokół oferty PKO BP. Ale to nie na rynku pierwotnym zapadną decyzje w którą stronę podążą kursy na giełdzie. Nawet wyjątkowo dobrze sprzedane akcje banku nie podtrzymają kursów, jeśli źle będzie się dziać na rynkach rozwiniętych. A ostatnio nie dzieje się dobrze - S&P 500 znajduje się w krótkoterminowy trendzie spadkowy, w okolicy 1100 pkt. Ceny ropy utrzymują się na wysokim poziomie, dane marko nie wskazują, żeby gospodarka miała się szczególnie dobrze. We wrześniu liczba nowych inwestycji budowlanych w USA z zmniejszyła się o 6% w skali roku, do niecałych 1,9 mln. Analitycy oczekiwali, że wyniesie 1,95 mln. Właściwie ostatnią rzeczą, jaką trzyma akcje na przyzwoitych poziomach, są niskie stopy procentowe. Choć na październikowym posiedzeniu FOMC zapewne podniesie je o kolejne 25 pb (osiągną 2%), to działać musi wyjątkowo ostrożnie. Amerykańskie gospodarstwa domowe są mocno zadłużone - jedną piątą dochodów do dyspozycji pochłania obsługa długów. Zmniejszenie popytu konsumentów to byłaby ostatnia rzecz, jakiej teraz amerykańskiej gospodarce potrzeba.

Mogą to wymusić rosnące rynkowe stopy procentowe. Te jednak na razie spadają. Wprawdzie rentowność 10-letnich papierów amerykańskich przełamała ważną spadkową linię trendu, ale znów oscyluje wokół 4% (półroczne minimum). Będzie tak niska, dopóki zagranicznych inwestorów nie wygoni z Ameryki coraz słabszy dolar.