W ciągu ostatnich kilku dni notowania na rynku naftowym osiągnęły kolejne rekordy, by następnie obniżyć się wskutek obaw, że nadmiernie wyśrubowane ceny mogą ograniczyć popyt na paliwa płynne.
W końcu zeszłego tygodnia tendencję zwyżkową podtrzymał większy niż oczekiwano spadek zapasów oleju opałowego i napędowego w USA - niepokojący wobec zbliżającego się sezonu zimowego. Dodatkowy impuls do wzrostu notowań dała opinia prezesa Zarządu Rezerwy Federalnej Alana Greenspana, który stwierdził, że droga ropa nie powinna osłabić koniunktury w gospodarce amerykańskiej, jak stało się to w latach 70. i 80.
W Nowym Jorku do przesilenia doszło w poniedziałek, po wywindowaniu ceny tego surowca do 55,33 USD za baryłkę. Zniżkę spowodował miesięczny raport OPEC, w którym wyrażono pogląd, że zbyt wysokie notowania ograniczą popyt na ropę i jej przetwory. W podobnym duchu wypowiedziała się Międzynarodowa Agencja Energetyczna. W Londynie ropa zaczęła tanieć już w piątek.
Wczoraj skupiono znów uwagę na amerykańskich zapasach paliw płynnych, a wśród nich najważniejszego o tej porze roku oleju opałowego. W minionym tygodniu zmniejszyły się one o dalsze 1,6% i w efekcie trwający od kilku dni spadek notowań został zahamowany. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w grudniu płacono wczoraj po południu 49,80 USD w porównaniu z 48,72 USD dzień wcześniej oraz rekordową ceną zamknięcia 50,84 USD w poprzedni wtorek.