SLD zaproponował niedawno, aby państwo pomogło najbiedniejszym emerytom i rencistom - tym, których dochód nie przekracza 9,6 tys. zł. Z dofinansowania skorzystałoby niemal 4,8 mln świadczeniodawców. Aby było to jednak możliwe, w przyszłorocznym budżecie trzeba "wykroić" aż 1,3 mld zł. - Pieniądze na ten cel trzeba by zabrać komuś innemu - mówił wówczas Jarosław Neneman, wiceminister finansów. SLD sugerował, że środki mogą się znaleźć po wprowadzeniu czwartej, 50-proc. stawki podatku dochodowego dla najbogatszych.

Władze Sojuszu zadecydowały jednak, że w dzisiejszym głosowaniu nad poprawkami do ustawy o PIT partia zagłosuje przeciw propozycji Unii Pracy, dotyczącej wprowadzenia czwartego progu. UP chce objąć 50-proc. stawką podatku osoby zarabiające ponad 50 tys. miesięcznie. Rząd oszacował jednak, że dodatkowy dochód budżetu z tego tytułu wyniesie tylko 240 mln zł. SLD od nowa szuka zatem pieniędzy na dopłaty.

- Nie powinniśmy ruszać systemu podatkowego - tym bardziej że minister finansów zapowiedział jego rychłą reformę. Szukamy za to rezerw w wydatkach. Po rozmowach z resortem finansów wiemy już, że możliwe jest przesunięcie wydatków z jednego działu budżetu - powiedział nam jeden z posłów SLD. Sojusz odmawia jednak odpowiedzi, gdzie zaproponuje cięcia.