Według FT, by LSE zdecydowała się na fuzję z inną giełdą zarząd musi mieć pełne poparcie akcjonariuszy. W przeciwnym wypadku największa giełda w Europie nie zdecyduje się na połączenie z innym rynkiem. Dlaczego? Bo ogłoszenie fuzji bez zgody części udziałowców spowoduje, że bądź oni, bądź inwestorzy będą interweniować w unijnych władzach antymonopolowych.
Nie jest więc raczej możliwe, by LSE powróciła do prób połączenia się z Deutsche Boerse (ogłoszona już raz w 2000 r. fuzja ostatecznie się nie powiodła - wskazywano m.in. powody polityczne). Możliwość powrotu do rozmów z Brytyjczykami zasugerował niedawno prezes frankfurckiej giełdy Werner Seifert.
LSE nie ma w planach fuzji, ale zamierza za to postawić na firmy z Dalekiego Wschodu. Wczoraj ruszyło przedstawicielstwo londyńskiej giełdy w Hongkongu. Jego zadaniem ma być zachęcenie spółek z tamtego regionu do wchodzenia na LSE. Brytyjczycy ostrzą sobie zęby przede wszystkim na przedsiębiorstwa z Chin. "Gospodarka chińska jest jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Uważamy, że Londyn jest znakomitym miejscem, gdzie firmy z Chin i innych krajów azjatyckich mogą poszukać kapitału" - napisał w oświadczeniu prezes LSE Chris Gibson-Smith, który wczoraj brał udział w otwieraniu biura w Hongkongu.
Giełda londyńska w styczniu podpisała już porozumienie o współpracy z giełdami chińskimi - Shanghai i Shenzhen. Ponadto wspólnie z rynkiem w Hongkongu już od dłuższego czasu proponuje spółkom podwójne notowania, a ułatwieniem dla nich jest konieczność publikowania tylko jednego prospektu na oba rynki.