Zarządzający funduszami akcji zakładali w styczniu, że uda im się osiągnąć w tym roku stopy zwrotu na poziomie od co najmniej 10% do ponad 20%. Średnio dawało to 15%. Takie stopy wyniku udało się jednak wypracować już po 10 miesiącach (dane do 26 października). Wśród TFI, które zrealizowały albo wręcz pobiły własne prognozy są: Union Investment, BZ WBK AIB, Skarbiec, ING i niektóre fundusze DWS.

Ale do końca roku zostały jeszcze ponad dwa miesiące. Czy wyniki uda się utrzymać? Specjaliści z TFI mają nadzieję, że tak. - Zyski funduszy akcji jeszcze nieznacznie wzrosną. Stopy zwrotu za cały rok powinny wynieść 15-20% - mówi Sebastian Buczek, wiceprezes ING TFI. Michał Zimpel, dyrektor inwestycyjny w BZ WBK AIB Asset Management, twierdzi, że wyniki przynajmniej nie powinny się pogorszyć, ale jest szansa na to, że będą lepsze. Jego zdaniem, oferta PKO BP i przyspieszenie prywatyzacji w Polsce będzie mieć pozytywny wpływ na rynek. Ryszard Rusak, zarządzający z Union Investment, dopuszcza jednak możliwość zarówno wzrostu, jak i spadku osiągniętych stóp zwrotu w najbliższych dwóch miesiącach (różnice mogą wynieść +/-2 pkt proc.).

Znacznie gorzej prezentują się wyniki funduszy obligacji. Większość z nich jest daleka od osiągnięcia zakładanych na ten rok stóp zwrotu. Mimo poprawy sytuacji na rynku od początku sierpnia, w pierwszych 10 miesiącach tego roku (do 26 października) zarobiły one średnio tylko 3,25%. Prognozy zakładały osiągnięcie zysków na poziomie 4-8%. Dlaczego nie udało się ich zrealizować? Powodów jest kilka: zaskakująco wysoki wzrost inflacji i stóp procentowych, niepewność polityczna oraz trudności w reformowaniu finansów publicznych.

Czy do końca roku wyniki uda się poprawić? - Powinno się udać, ale i tak będą gorsze od założeń ze stycznia - mówi S. Buczek. Jego zdaniem, możliwy jest jeszcze wzrost zysków o 1-1,5 pkt proc. Podobnego zdania jest M. Zimpel. - Spodziewam się poprawy stóp zwrotu. Ale różnica w stosunku do założeń jest nie do nadrobienia - twierdzi. - Prawdopodobnie wyniki zbliżą się do 4% - ocenia z kolei Dariusz Lasek, zarządzający z Union Investment. Dodaje jednak, że rynek jest bardzo nerwowy i nie da się wykluczyć, że ruch cen w górę nastąpi dopiero po 1 stycznia 2005 r.