Wtorek był ostatnim dniem, kiedy sprzedając posiadane akcje na giełdzie, można było zapewnić sobie możliwość zapisu na PKO BP w pierwszym terminie, czyli na korzystniejszych warunkach. Mowa oczywiście o inwestorach indywidualnych, bo tylko tu zapis musi być w pełni opłacony gotówką. W każdym razie wszelkie kroki, jakie są podejmowane z myślą o trwającej prywatyzacji, odbywają się (albo dopiero odbędą) kosztem spółek notowanych na giełdzie.
Zasadne jednak staje się pytanie o sens strategii w skrócie polegającej na zamykaniu inwestycji na giełdzie tylko w celu złożenia zapisu na PKO BP. Na rynku pojawiły się informacje o tym, że banki szacują swoją akcję kredytową na ten cel na 20 miliardów złotych. Oczywiście, nie są to wszystkie środki, jakie wezmą udział w prywatyzacji, niemniej jednak nawet taki popyt spowoduje redukcję zleceń o około 95%. Minister Socha może wprawdzie zwiększyć nieco pulę akcji oferowanych drobnym graczom, co zapewne uczyni, ale jeśli wziąć pod uwagę również pieniądze nie pochodzące z kredytu, a przeznaczone na PKO BP, to jakby nie liczyć, stopa redukcji wychodzi dramatycznie wysoka. Kiedy opadną emocje związane z prywatyzacją będzie można lepiej ocenić kondycję naszego rynku. Z jednej strony wysoka dynamika rozwoju polskiej gospodarki nie pozwoli zapewne na zbyt głęboką przecenę akcji, z drugiej jednak sytuacja na świecie nie skłania do optymizmu i nie chodzi tylko o ceny paliw. Wczoraj nasza giełda pokazała, że ma ochotę urosnąć, a wspomogła ją w tym decyzja RPP. Za miesiąc jednak Rada może postanowić o kolejnej podwyżce stóp, wszak nastawienie pozostało restrykcyjne. Jeśli po wyborach w USA w ciągu miesiąca, dwóch, światowe rynki ruszą "na południe", jest mało prawdopodobne, że przecena ominie Warszawę. Jedynie skala może być mniejsza.
Zwróć uwagę na:
TP - popyt uaktywniający się w okolicy 15 zł daje nadzieję na ponowienie ataku na opory położone o 1 zł wyżej.