Od kilkunastu tygodni eksperci zatrudnieni przez resort infrastruktury pracowali nad stworzeniem kompleksowego dokumentu. Chodziło o wyznaczenie kierunków rozwoju transportu na najbliższe lata. - Podstawowym celem powinna być poprawa jakości infrastruktury przy równoczesnym uwzględnieniu zasady zrównoważonego rozwoju - tłumaczy enigmatycznie Witold Suchorzewski, współautor nowej koncepcji. Efekt może się okazać jednak piorunujący dla kierowców aut.
Zespół profesora Politechniki Warszawskiej szukał m.in. recepty na zatłoczenie polskich dróg. Rozwiązanie ma czysto fiskalny charakter. Według ekspertów, kierowcy powinni płacić za przejechane kilometry - i to nie tylko na autostradach, ale również na pozostałych rodzajach dróg. Wielkość opłaty byłaby uzależniona od kosztu budowy danego szlaku oraz od zatłoczenia, jakie powoduje pojazd. Eksperci postulują, aby podatek był naliczany przez specjalny elektroniczny system (podobne rozwiązanie wprowadzają dla ciężarówek od przyszłego roku na swoich autostradach Niemcy). - Pobór opłat rozpocząłby się na drogach ekspresowych i rozszerzał docelowo na cały system dróg - mówi W. Suchorzewski.
Tak uzyskane dochody mają być kierowane wyłącznie na inwestycje drogowe. Ale do czasu. Eksperci proponują, aby po pewnym czasie zastosować tzw. finansowanie skośne. O tym rozwiązaniu PARKIET już informował. Część opłat od kierowców poszłaby wówczas na inne rodzaje transportu - np. na kolej.
To jednak nie koniec "przykrości" dla posiadaczy aut. Zespół postuluje dodatkowo, aby samorządy "kasowały" kierowców za wjazd do zatłoczonych centrów miast. - To rozwiązanie z powodzeniem wprowadzono w Londynie - przypomina W. Suchorzewski.
Resort infrastruktury wydaje się zakłopotany propozycjami ekspertów. Dlatego na razie nie firmuje pomysłów zespołu W. Suchorzewskiego. - To są koncepcje, które należy poddać konsultacjom - mówi Ryszard Krystek, wiceminister odpowiedzialny za politykę transportową. Według początkowych zapowiedzi, dokument miał powstać do końca października. Opracowanie miało trafić na posiedzenie Rady Ministrów i do Sejmu. Wtedy dopiero resort miał rozpocząć prace nad zmianami prawa wynikającymi z dokumentu.