Podwyżka stóp procentowych w Chinach, chociaż niewielka, była zaskoczeniem dla rynku. Od razu wywołała ona spekulacje o przegrzaniu chińskiej gospodarki, które to może skończyć się nawet kryzysem. Na tę decyzję niemal natychmiast zareagował rynek towarowy i walutowy. Trochę mniej rynek akcji. Szybko jednak strach ustąpił i znaczna część poniesionych strat została odrobiona. Nie oznacza to jednak, że temat Chin przechodzi do lamusa. Wręcz przeciwnie. Dopiero teraz zacznie on żyć swoim życiem i pewnie jeszcze niejednokrotnie powróci, wywołując większą lub mniejszą panikę na którymś z rynków.
Oprócz opisanej podwyżki stóp, jak co tydzień w czwartek, inwestorzy poznali dane z rynku pracy w USA. Okazały się one niemiłym zaskoczeniem, gdyż ilość złożonych wniosków o podania o zasiłki dla bezrobotnych wzrosła do 350 tys., podczas gdy oczekiwano odczytu na poziomie 335 tys. Dane te jednak nie miały większego wpływu.
Wczorajsza sesja Wall Street rozpoczęła od niewielkich, korekcyjnych spadków po wtorkowo-środowej zwyżce. Aktualnie sytuacja techniczna na głównych indeksach preferuje w krótkim terminie stronę popytową. Najlepiej o tym może świadczyć odrobienie w ciągu dwóch dni przez S&P500 ponad dwóch trzecich strat z poprzednich trzech tygodni. Czy też naruszenie przez indeks technologiczny Nasdaq Composite silnego oporu tworzonego przez układ 10-miesięcznej linii bessy oraz lokalnego szczytu z 6 października br. Opisane sygnały można traktować jako zapowiedź wzrostów. I nie ma w tym nic dziwnego, bowiem powszechnie oczekuje się hossy po wyborach prezydenckich w USA. I to właśnie te oczekiwania nie pozwalają teraz sprzedawać akcji. Problem w tym, że jak pokazuje historia, większość nie może mieć racji. I teraz prawdopodobnie też tak będzie.
Piątek na Wall Street będzie uzależniony od dzisiejszych wstępnych danych o wielkości amerykańskiego PKB w III kwartale br. Średni rynkowe prognozy mówią o wzroście o 4,3%. Każdy lepszy wynik zapewni wzrosty. Wynik gorszy pchnie amerykańskie indeksy w druga stronę.