Postulat dalszej prywatyzacji PKS-ów znalazł się m.in. w założeniach polityki transportowej państwa do roku 2020. Z około 180 przedsiębiorstw powstałych na początku lat 90. po rozdziale wielozakładowego monopolisty, w rękach państwa nadal jest ponad 50 firm. Pozostałe poddano komercjalizacji i prywatyzacji. Z tej grupy we władaniu wojewodów pozostaje 90 firm.
Do tej pory największą konkurencję dla PKS-ów stanowili prywatni przewoźnicy dalekobieżni (m.in. Polski Express należący do brytyjskiego inwestora). Od pewnego czasu klientów odbierają również mali przewoźnicy jeżdżący na krótkich trasach lokalnych (linie podmiejskie stanowią około 74,6% wszystkich połączeń). Statystyki pokazują, że na rynku stale wzrasta liczba niewielkich firm, zatrudniających 2-10 kierowców. - Korzystają z naszych przystanków, a więc z infrastruktury, której sami nie wybudowali. Nie muszą stosować, tak jak my, ulg ustawowych - skarży się Tadeusz Chwastek, przewodniczący sekcji krajowej PKS "Solidarność". Analizy resortu skarbu wskazują jednak, że zysk wielu PKS-ów generowały właśnie dopłaty budżetu do ulg ustawowych.
Ministerstwo planuje, że w 2005 roku rozpocznie lub będzie kontynuować prywatyzację ośmiu przedsiębiorstw. Podstawowy cel to zwiększenie konkurencyjności. Sprzedaż nie będzie jednak łatwa. Tym bardziej, że zbyt duże zatrudnienie i stary tabor nie przyciągają inwestorów. - Przy zakupie każdego PKS-u dokładnie analizujemy jego sytuację finansową i perspektywy rozwoju - tłumaczy Anna Wojtasiewicz z Connex Polska. Niewykluczone że spółka - największy na razie inwestor branżowy - rozszerzy swoją działalność. Do tej pory rozwijała bowiem sieć połą-
czeń głównie na Podkarpaciu i w dużych aglomeracjach. W tym roku kupiła już m.in. PKS w Toruniu i w Gorlicach. Część PKS-ów może jednak znaleźć nabywcę z zupełnie innej przyczyny. W Myślenicach inwestorem w spółce pracowniczej jest gmina. Potrzebowała bowiem gruntów należących do przedsiębiorstwa.