Ostatnio idąc ulicą w Warszawie usłyszałem jak ktoś po francusku wymawia moje imię. Kolega. Co za miła niespodzianka?! Siedzieliśmy w ławach tej samej szkoły. Ucieszyłem się ze spotkania i zapytałem, co się z nim działo, odkąd nasze drogi rozeszły się po szkole.
- Po dyplomie miałem zacząć pracę w audycie. Przeszedłem siedem spotkań kwalifikacyjnych, aż do momentu, kiedy mój potencjalny szef negocjował ostatnie szczegóły mojego uposażenia, zresztą bardzo wysokiego. Dał mi umowę i byłem już bardzo zadowolony z siebie, kiedy szef zaproponował mi obejrzenie przyszłego pokoju pracy. Był piątek, siódma wieczorem. W pokoju pracowali jeszcze wszyscy, przyszli koledzy. Każdy był identycznie ubrany, zresztą tak samo jak ja. Wychodząc z biurowca w "La De? Fense" powiedziałem sobie "oh, non!". Odmówiłem. W tej sytuacji nie mogłem dalej odwlekać obowiązku służby wojskowej, więc aby się uratować przed wojskiem, zapisałem się na studia z socjologii. Choć studia wybrałem prawie przypadkowo, były wielkim odkryciem. To była zupełnie inna dziedzina, dała mi dystans do zagadnień finansowych. Dzisiaj jestem szczęśliwy. Obejmuję stanowisko dyrektora generalnego dużej firmy w Polsce. Nasi szkolni koledzy, idący klasyczną drogą, utknęli w marazmie. Doszli do wysokich stanowisk, ale nadal wyglądają i myślą podobnie.
Tym bardziej się cieszę, że go odnalazłem. Cieszę się tak samo, kiedy w Polsce spotykam kandydatów, którzy mają inne wykształcenie, niż biznesowe, np. prezesa banku po filologii, dyrektora generalnego dóbr konsumpcyjnych po geologii... Ich wybór studiów był oderwany od obecnych warunków rynku pracy i musieli często uzupełniać swój background, zdobywając MBA. Są bogatsi niż standardowi menedżerowie, którzy ukończyli ekonomiczne, prestiżowe uczelnie zachodnie. W biznesie na wysokie stanowiska szuka się ludzi otwartych, z szerokimi horyzontami. Inne wykształcenie niż biznesowe otwiera potencjał leaderski.
Dlaczego teraz młodzi ludzie w Polsce walą do drzwi szkół biznesowych, nie doceniając studiów inżynierskich czy humanistycznych? Dlatego, że firmy z łatwością przyjmują ludzi z wykształceniem biznesowym, a osoby po studiach humanistycznych mają trudniej, bo wydają się mniej pragmatyczne. Jednak ci z nich, którzy potrafią się przebić, mają większe szanse po dziesięciu latach doświadczenia wyprzedzić tych, którzy postawili wszystko na wiedzę biznesową.