Wczorajsza sesja była pochodną mieszanki wybuchowej, która miała przynajmniej dwa składniki. Pierwszym był przebieg piątkowej sesji, będącej mocnym zaprzeczeniem czwartkowego spadku cen. Dobra końcówka piątkowych notowań dawała nadzieję na równie dobry początek notowań wtorkowych. Elementem, który mógł popsuć te kalkulacje były dwie sesje w USA. Na piątkową nie mieliśmy szans zareagować ze względu na poniedziałkowe święto. Los okazał się dla naszych byków łaskawy. Zrealizował się najbardziej dla nich pożądany scenariusz, czyli dwie sesje wzrostu za oceanem.
Oba czynniki sprawiły, że rozpoczęcie notowań było bardzo optymistyczne. Zaczęliśmy luką hossy o wielkości 15 pkt. Co ważne, do końca sesji luka ta nie została zamknięta. Faktycznie nie była ona poważnie atakowana i posiadacze długich pozycji czuli się swobodnie. Ceny rosły. W południe mieliśmy krótką chwilę słabości popytu. Nie wyrządziła ona większych strat. Ceny szybko wróciły na szczyty sesji, by po chwili notować nowe.
Dobre zakończenie notowań nie powinno przesłaniać nam całej sesji. Nie wszystko było bycze. Obrót wprawdzie pomaga posiadaczom długich pozycji, ale nie wszystkie spółki poddały się tej pozytywnej atmosferze. Warto zwrócić uwagę na TP, która odchorowuje wzrosty z końca ubiegłego tygodnia. Na tej spółce obrót był wczoraj największy. Nastroje były dobre, a mimo to, ktoś mocno sprzedawał papiery flagowej spółki naszego rynku.
Nie będę jednak straszyć rychłym spadkiem. Myślę, że zanim takowy przyjdzie przetestujemy kwietniowe szczyty. Dopiero wywołany takim wybiciem optymizm może być tym ostatnim. Na razie wsparciem dla byków może być wczorajsza luka hossy i póki nie zostanie ona zamknięta scenariusz ataku na szczyty wydaje się bardziej prawdopodobny.