W ostatnich dniach rosyjski fiskus zgłosił wobec koncernu kolejne roszczenia z tytułu niezapłaconych podatków, na kwotę 6,7 mld USD. - W sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, nie da się wytrzymać. Nie damy rady działać zbyt długo w takich warunkach - powiedział wczoraj dziennikarzom w Moskwie kierujący Jukosem Amerykanin Steven Theede. Zarząd zdecydował, że zgromadzenie udziałowców odbędzie się 20 grudnia. Akcjonariusze mogą ogłosić bankructwo koncernu lub wręcz zdecydować o jego likwidacji. Mogą też przyjąć plan restrukturyzacji. Theede dodał, że jeśli zajdzie konieczność, zarząd może wcześniej samodzielnie ogłosić upadłość Jukosu.

Łącznie z tytułu niezapłaconych podatków z ubiegłych lat spółka powinna zwrócić rosyjskim organom skarbowym około 14 mld USD. To prawie dwukrotnie więcej niż wynosi jej wartość rynkowa. Już przed poniedziałkowymi, nieoficjalnymi, doniesieniami agencji Interfax o nowych żądaniach, kapitalizacja Jukosu opiewała tylko na 11,3 mld USD. Od tego momentu spadła jeszcze o jedną czwartą.

Rosyjskie władze chcą odzyskać część długów koncernów, sprzedając jego największe, zlokalizowane w Nieftiejugańsku, zakłady wydobywcze. Niewykluczone że trafią one pod młotek po cenie znacznie niższej od ich faktycznej wartości.

Ogłoszenie przez Jukos upadłości, wbrew pozorom, mogłoby się okazać dla firmy korzystne. Zgodnie z rosyjskim prawem firma miałaby dwa lata na dogadanie się z wierzycielami w sprawie harmonogramu spłaty długów. W tym czasie mogłaby kontynuować działalność, nienękana przez fiskusa. - Ogłoszenie bankructwa pomoże ochronić aktywa, a jeśli będzie to potrzebne, ich sprzedaż zostanie przeprowadzona w bardziej właściwy sposób - uważa Aleksander Branis, zarządzający z Prosperity Capital Management w Moskwie. Oprócz władz skarbowych, wierzycielami Jukosu są banki, m.in. Citigroup i Societe Generale, którym koncern jest winien ponad 2,5 mld USD.