Piątkowo-poniedziałkowa euforia już wyparowała z rynku. Efektem tego jest zamknięcie luki hossy sprzed trzech dni (dolnym knotem świecy). Co ciekawe, na głowę z ramionami na wykresie to "liczyć" już nie ma co, ale w zamian powstało zagrożenie w postaci możliwości powstania podwójnego szczytu, który obejmowałby cały październik.

Do jego powstania jeszcze bardzo daleko, ale możliwość taką trzeba mieć na uwadze. Nim wykres dotrze ewentualnie do linii szyi formacji, najpierw będzie musiał sforsować średnią kroczącą z 45 sesji. Jej pokonanie otworzy drogę do poziomu 1765 pkt i dopiero tam (w zależności od tego, jak wypadnie test wsparcia) otwierałbym pozycje zgodne z trendem.

Trzeba zauważyć, że wzrost z poniedziałku odbył się przy małym obrocie, co niestety nie podnosi jego wiarygodności i oddala test kwietniowego szczytu. Nawet jeśli taki test nastąpi, to rynek wydaje się zbyt słaby, aby poradzić sobie z tym ważnym oporem. Niestety, przypadek WSiP również nie pomoże rynkowi, bo pokazuje, jak szybko mogą stopnieć pokaźne papierowe zyski. Może zbyt uproszczę, ale w tak newralgicznym punkcie jak obecnie, lepiej "skasować" niewielki zysk, niż czekać na większy, nie będąc pewnym przysłowiowego jutra.

Również tygodniowy wykres kontraktów na WIG20 prezentuje się źle. Jeśli w piątek ich cena nie wzrośnie, powstanie świeca z górnym cieniem, co w połączeniu z podobną sprzed czterech tygodni wzmocni wspomniane na wstępie zagrożenie. Co więcej, obawiam się, że dalszy wzrost nie przełoży się na oscylatory, które obecnie znajdują się na bardzo niskich poziomach i tym samym nie potwierdzą ewentualnego nowego szczytu.