W ubiegłym tygodniu, po raz pierwszy od początku cyklu zacieśniania polityki monetarnej, Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję zgodną z oczekiwaniami rynku finansowego. Nie był to jednak jedyny powód, dla którego uczestnicy rynków mogli być zadowoleni z decyzji Rady.
Warto bowiem zauważyć, że informacja podana przez Radę po posiedzeniu była spójna z podjętą decyzją. A nie było to normą w poprzednich miesiącach. Niektórzy uczestnicy rynku uznali co prawda komunikat za "gołębi", no ale trudno było oczekiwać czegoś innego, biorąc pod uwagę, że RPP przecież stóp nie podniosła. Jednakże, ważniejsza od szukania określeń ornitologicznych jest chyba próba znalezienia odpowiedzi na pytanie, od jakich czynników będą zależeć przyszłe ruchy stóp procentowych? Moim zdaniem, w październiku Rada Polityki Pieniężnej przedstawiła bilans ryzyka dla inflacji w sposób pozwalający określić te czynniki bardziej precyzyjnie niż w poprzednich komunikatach. Jest więc istotna szansa na poprawę komunikacji z rynkami finansowymi, choć oczywiście należy pamiętać, że w kilku ostatnich miesiącach zarysowywały się różne strategie RPP, które były następnie zmieniane.
Wydaje się, że z punktu widzenia przyszłej polityki stóp procentowych, najważniejszymi wskaźnikami w najbliższym czasie będą: ceny paliw i żywności oraz tempo wzrostu płac i inwestycji. Jak można się było spodziewać, RPP zwróciła uwagę w komunikacie na niepewność związaną z prognozowaniem wpływu tych czynników na przyszłą inflację.
Jeśli chodzi o inwestycje, bieżące dane i badania ankietowe sygnalizują wolniejsze niż przewidywane ożywienie w inwestycjach, co jest w sprzeczności z informacjami o wysokim i rosnącym stopniu wykorzystania mocy produkcyjnych. Dlatego też istotne będą dane za III kwartał br., które zostaną opublikowane w listopadzie (inwestycje w dużych firmach) oraz w grudniu (wzrost PKB, w tym inwestycje w całej gospodarce). Szczególnie że Narodowy Bank Polski jest dość pesymistyczny odnośnie do wzrostu PKB w III kwartale (wyższego wzrostu nie wykluczył zresztą niedawno sam prezes NBP) i oczekuje, że wyniesie on tylko 4,5%.
Wysokie ceny ropy spowodowały obniżenie prognoz wzrostu gospodarki światowej ale miały (na razie) niewielki wpływ na procesy inflacyjne. W Polsce wpływ wysokich cen ropy i innych surowców był mniejszy ze względu na silne umocnienie złotego. Z komunikatu można wysnuć wniosek, że jeśli złoty będzie się dalej umacniać, to kolejne podwyżki mogą nie nadejść za szybko. Podobnie jeśli chodzi o płace - jeżeli ich wzrost będzie niski (we wrześniu poniżej inflacji) to nie będzie potrzeby reagowania na ryzyko wystąpienia tzw. efektów drugiej rundy, skoro one nie istnieją.