Tak przynajmniej twierdzą traderzy i analitycy z branży paliwowej, przepytani przez agencję Bloomberga. Trafnie tendencję na rynku udało im się przewidzieć w sześciu sondażach z poprzednich siedmiu.
W piątek w Nowym Jorku cena baryłki ropy arabskiej spadła o kolejne 40 centów, do 48,43 USD. Od rekordowych notowań z 26 października surowiec staniał o 12,2%. W Londynie baryłka gatunku Brent po raz pierwszy od końca września kosztowała w piątek 46 USD.
Zdaniem analityków, za spadkiem cen stoi coraz większa podaż ropy, co przy coraz wolniejszym tempie wzrostu popytu sprawia, że rosną jej zapasy. - Duże wydobycie w krajach OPEC zaczyna "wtapiać" się w rynek - mówi Dariusz Kowalczyk, ekspert ds. inwestycji z CFC Securities w Hongkongu. - Na największych rynkach jest dość surowca, żeby zaspokoić popyt - dodaje.
Według danych Bloomberga, produkcja ropy przez państwa OPEC wzrosła w październiku w stosunku do września o 0,5%, szósty miesiąc z kolei. Statystyki amerykańskiego Departamentu Handlu pokazują, że tyle ropy, ile obecnie - 30,61 mln baryłek dziennie - OPEC po raz ostatni wydobywała w listopadzie 1979 r. Rośnie też produkcja w innych krajach - np. Rosja w pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku podniosła eksport ropy poza państwa byłego ZSRR aż o 17%. - Każdy, kto ma ropę, maksymalnie zwiększył wydobycie - uważa John Caiazzo, szef działającej na rynku surowcowym kalifornijskiej spółki maklerskiej Acuvest. Caiazzo twierdzi, że przy obecnym poziomie popytu i podaży ceny ropy spadną wkrótce do 30-35 USD za baryłkę.
Bloomberg