Reklama

Wzrost podszyty euforią

Szybkie rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych i reelekcja Busha dały impuls do zwyżki tamtejszych indeksów. Miały one bardziej emocjonalne niż racjonalne podłoże. Najlepiej o tym świadczy wzrost notowań spółek paliwowych przy jednoczesnej obniżce ceny ropy naftowej.

Publikacja: 06.11.2004 07:15

Bez względu jednak na powody poprawy koniunktury uwagę zwraca to, że jeden z najpopularniejszych amerykańskich indeksów - S&P 500 - nie stracił na wartości przez osiem kolejnych sesji. Natomiast czwartkowy wzrost wyniósł go do najwyższego poziomu od marca 2002 r. Na europejskich parkietach aż tak dobrze nie było. Indeks pięćdziesięciu największych firm Starego Kontynentu - DJ Stoxx 50 - nie tylko pozostał poniżej tegorocznego szczytu, ale też miał problem z przedostaniem się ponad październikowe maksimum. Była to głównie "zasługa" spółek z państw strefy euro, które wciąż czekają na prawdziwe ożywienie gospodarcze. Do tego znów muszą się borykać z drożejącym euro. W czwartek wspólna waluta pokonała górkę z I kwartału tego roku na wysokości 1,283 USD i tym samym otworzyła sobie drogę do zwyżki w rejon 1,4-1,45 USD.

Czy wraca hossa?

Po tym, jak wskaźnik S&P 500 przebił szczyt z początku roku, uzasadnione wydaje się pytanie o to, czy na amerykańskie parkiety powraca hossa, zapoczątkowana wiosną 2003 r. Pierwszym argumentem, który przemawia przeciwko takiemu stwierdzeniu, jest negatywna dywergencja na tygodniowym MACD. Przestrzega ona przed tym, że w niedługim czasie - najpewniej po odbiciu indeksu od 1180 pkt, gdzie silną barierę podażową wyznaczają szczyty z I kwartału 2002 r. oraz 61,8-proc. zniesienie dwuletniej bessy - nastąpi powrót poniżej przebitego oporu. Natomiast wyjście ponad 1180 pkt trzeba będzie traktować jako mocny sygnał kupna, który może zaowocować trwałym trendem rosnącym.

Do ostrożności skłania także to, że pozostałe popularne indeksy amerykańskie - DJIA i Nasdaq - nie potwierdzają takich optymistycznych wniosków. Oba pozostają jeszcze w sporej odległości od maksimów z początku roku. Jednocześnie proporcja liczby spółek zyskujących i tracących na wartości, zwana szerokością rynku, daje punkty bykom. Zarówno indeks opisujący notowania firm średniej wielkości (S&P 400), jak i małych rozmiarów (S&P 600) ustanowiły w tym tygodniu nowe historyczne rekordy. Z tym że średnie przedsiębiorstwa ledwo, ledwo przebiły poprzedni szczyt notowań.

Uwagę zwracało też ignorowanie przez inwestorów złych informacji. To można interpretować dwojako - albo jako oznakę siły kupujących, co najczęściej ma miejsce w początkowej fazie rozwoju gospodarczego, kiedy nastroje na parkiecie są jeszcze złe po okresie wcześniejszej dekoniunktury, albo jako wyraz euforycznych zachowań, często poprzedzających trwalszy zwrot notowań. Obecnie nastroje są bardzo dobre, o czym świadczą odczyty mierzących je wskaźników. Co prawda, w ostatnich dniach liczba byków w badaniu Investor's Intelligence nieco się obniżyła, ale nie zmienia to faktu, że wciąż pozostaje na jednym z najwyższych poziomów w ostatnich latach. Równocześnie uwagę zwraca to, jak szybko w ostatnich miesiącach nastroje inwestorów się zmieniają.

Reklama
Reklama

Trójkąt rozszerzający się na S&P 600

Jest prawdopodobne, że wskazówką co do dalszego zachowania amerykańskich parkietów nie będą najbardziej popularne indeksy, ale wskaźnik zmian cen małych spółek - S&P 600. To właśnie ta grupa firm przynosiła w ostatnich latach największe zyski. Tysiąc dolarów zainwestowane w nie na koniec 1999 r. dało ponad 50 dolarów zysku, podczas gdy w przypadku średnich przedsiębiorstw było to niecałe 40 dolarów na plusie, a dużych ponad 20 dolarów straty. W związku z tym bardzo niepokojąco zaczyna wyglądać rysująca się na S&P 600 formacja trójkąta rozszerzającego się. Najczęściej zapowiada odwrócenie głównego trendu, ale decydujący jest tu kierunek wybicia. Trudności natomiast nastręcza określenie czasu, w jakim powinno nastąpić wybicie z formacji. W tym wypadku tworzy się ona od ponad 9 miesięcy.

Obecnie indeks znalazł się przy górnej granicy trójkąta, co w razie dalszego wzrostu doprowadzi do pozytywnego dla posiadaczy akcji rozstrzygnięcia. Natomiast odbicie od aktualnego poziomu stworzy zagrożenie kolejnym ruchem w dół w ramach trójkąta i podtrzyma przekonanie, że mamy do czynienia z budowaniem formacji wierzchołkowej.

Podwójne dno rentowności

obligacji

Amerykańskim giełdom przez ostatnie miesiące sprzyjała obniżająca się rentowność obligacji. W przypadku 10-letnich papierów od połowy czerwca zmniejszyła się z blisko 4,9% do ok. 4%. Jednak przez ostatnie sześć tygodni wykres pozostaje w trendzie bocznym. Ze względu na dobre dane z rynku pracy w USA, trwający cykl podwyżek stóp procentowych, a także rosnące przekonanie, że Chiny przygotowują się do rewaluacji juana, coraz bardziej prawdopodobne jest stopniowe podnoszenie się rynkowej ceny pieniądza. Pokonanie przez zyskowność 10-latek poziomu 4,25% przyczyniłoby się do ponownego zainteresowania nimi przez inwestorów giełdowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama