Co to jest 0,78% spadku WIG20. Niewielu takie wartości wzruszają, tym bardziej, że odpowiada za nie praktycznie tylko jedna spółka - KGHM - spadająca 9% po mocno rozczarowujących wynikach. Ale nie można na to patrzeć tylko przez odniesienie do poprzedniego zamknięcia. Zachowanie rynku było fatalne, bo to całodzienne osuwanie obywało się w atmosferze świetnie zachowujących się indeksów Eurolandu, tuż po kolejnej świetnej powyborczej sesji w USA, przy nowych szczytach hossy na węgierskim BUX, oraz przy zaskakująco dobrej publikacji jednych z najważniejszych dla inwestorów danych makro (raport z rynku pracy). Gdyby rynek był silny, to nawet złe wyniki KGHM nie ograniczałyby wzrostów reszty spółek. Ale to samo można było napisać wcześniej - gdyby rynek był silny, to obroniłby przecież ostatnie luki hossy, które straszą pewnie nie jednego technika wspomnieniem wyprzedaży z drugiego tygodnia października. Sesję trudno więc inaczej odbierać jak wyraźne zwycięstwo niedźwiedzi, potwierdzone gigantycznym obrotem ponad 700 mln (WIG20).

A co dalej? Wbrew tak oczywistemu zwycięstwu niedźwiedzi nie jest to takie proste. Nie tylko ze względu na kuszące byki giełdy zachodnie. W sobotę mamy sesję rozliczeniową PKO BP i cały rynek żyje teraz tylko środowym debiutem banku. Z kolei w czwartek mamy święto i brak sesji, co z kolei zmniejszy aktywność krajowych inwestorów w piątek. Tydzień ogranicza się więc do jednego arcyważnego wydarzenia i nie ma co ukrywać, że to cena w debiucie i obroty w czasie sesji będą ustawiać nastroje, a więc i koniunkturę na kolejne dni. Oczywiście tylko wtedy, gdy Warset nie zakrztusi się liczbą zleceń i składane zlecenia będą realizowane z mniejszym niż 15 minutowe opóźnienie.