Kompania Węglowa między grudniem a lutym przyszłego roku musi wypłacić 74 tys. pracownikom pięć pensji. Oprócz comiesięcznego wynagrodzenia jest to także tzw. barbórka oraz "czternastka". W sumie chodzi o ok. 1 mld zł. Spółka nie ma takiej sumy, bo jej zyski - prawie 300 mln zł po dziewięciu miesiącach tego roku - idą na spłatę zaległych zobowiązań odziedziczonych po kopalniach, które weszły w skład holdingu.
- Pieniądze musimy mieć najpóźniej na początku przyszłego roku, inaczej nasza płynność finansowa może zostać zachwiana - mówi Zbigniew Madej, rzecznik KW. - Najlepiej, żeby jak największa część dokapitalizowania była w akcjach płynnych - dodaje.
Zgodnie z programem rządowym Kompania powinna otrzymać w tym roku 400 mln zł w akcjach spółek notowanych na giełdzie. Na razie nie dostała ani grosza. Zarządy spółek, których walorami KW się interesowała, sprzeciwiały się temu. Na informacje o użyciu akcji TP czy KGHM nerwowo reagowali również inwestorzy. Poprawiła się także koniunktura na węgiel w związku z tym ministerstwo skarbu postawiło pytanie, czy KW rzeczywiście potrzebuje aż tylu pieniędzy. Z ostatnich analiz spółki zaakceptowanych przez ministerstwo gospodarki wynika, że 300 mln zł w aktywach płynnych jest w tym roku konieczne.
Tymczasem pojawił się także pomysł dokapitalizowania KW aktywami w koksowniach. Trwają obecnie prace nad stworzeniem holdingu weglowo-koksowego. Jednak ta ścieżka wymaga więcej czasu. A jak się okazuje KW nie bardzo może czekać.
Od początku swojego istnienia, czyli od lutego 2003 roku, KW spłaciła 1,34 mld zł długów (z czego 353,6 mln zł w tym roku). Od państwa dostała zaś 900 mln zł w akcjach TP. W dalszym ciągu zobowiązania krótkoterminowe spółki wynoszą 2,2 mld zł. Do spłaty zaś jest w sumie 4,5 mld zł.