No i okazało się, że ci Polacy wcale nie są tacy straszni. Mieli zalać unijne rynki pracy (te, które są dla nich otwarte) i nic. Żadnego exodusu nie ma, co najwyżej maleńki exodusik, i to w stosunkowo nielicznych zawodach. Nie sprawdziły się więc katastroficzne przepowiednie niektórych unijnych publicystów, którzy wieszczyli, że nasi pracujący za pół darmo rodacy będą zabierać pracę tubylcom.
Fakt, że nie ruszyliśmy szerokim frontem na unijne rynki pracy, ma już swoje reperkusje. Oto Francja - kraj, który był jednym z orędowników ograniczenia dostępu między innymi właśnie do rynku pracy - zastanawia się nad skróceniem okresu przejściowego dla Polaków. Wygląda więc na to, że i tutaj szybciej, niż myśleliśmy, dojdzie do wyrównania szans obywateli Unii.
W dodatku ostatnie tygodnie przynoszą nam coraz więcej informacji dotyczących ewentualnego zniesienia wiz dla Polaków chcących udać się na drugą stronę oceanu. Tu jednak sprawa nie jest taka oczywista. Wybory prezydenckie w USA są świetną okazją do składania różnego rodzaju obietnic. Podobno w Stanach jest ponad 20 mln obywateli przyznających się do polskich korzeni, a to już siła, z którą trzeba się liczyć. Oczywiście, żadnych konkretów w sprawie wiz nie ma, żadne daty nie padły, ale widać było wyraźnie eskalacje napięcia i rozniecanie coraz większych pseudonadziei. Gdyby kampania wyborcza trwała jeszcze miesiąc, to kto wie, może kandydaci obiecaliby nam nawet dopłaty do wiz wjazdowych...
Pomyślałem sobie, co by się stało, gdyby wszystkie zapowiedzi i obiecanki się ziściły? Czyli możemy wyjeżdżać, dokąd mamy ochotę, i pracować, gdzie chcemy. Czy Polacy rzeczywiście ruszyliby na podbój świata? Potrafiliśmy już w ostatnim czasie udowodnić, że "polnische Wirtschaft" to pojęcie mocno przesadzone lub już wręcz nieaktualne. Polskie fabryki zagranicznych koncernów należą do najlepszych. Nawet Japończycy doceniają wysokie kwalifikacje siły roboczej i jakość w swoich zakładach. W nieoficjalnych rozmowach przyznają, że osiągają parametry porównywalne ze standardami obowiązującymi w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli więc Polacy ruszyliby na Zachód, mogliby odnieść spory sukces. Problem w tym, że mamy też silne ograniczenia. Wciąż generalnie nie znamy języków obcych. Badania ankietowe pokazują wyraźną poprawę sytuacji w tej materii, ale wyniki trzeba traktować z dużym dystansem. Często bowiem przyznajemy się do dobrej znajomości języka, w rzeczywistości jest ona co najwyżej podstawowa (żeby nie rzec bardzo podstawowa). Poza tym wciąż nie jesteśmy otwarci na poważne zmiany, Polaków cechuje mała elastyczność. I tego nie da się zmienić w kilka lat.
Warto też wspomnieć o tym, że różnica w zarobkach wciąż istnieje, ale nie dotyczy ona wszystkich zawodów, a w każdym razie nie we wszystkich zawodach jest znacząca.