- Przy obecnych cenach istnieje zagrożenie, że obniży się zużycie nawozów - mówi prof. Aldon Zalewski z Zakładu Badań Rynkowych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa. To może mieć przełożenie na wielkość plonów, choć niekoniecznie już w tym roku. Wszystko zależy od stopnia wyjałowienia gleby. A ten może być znaczny, ponieważ i tak w Polsce rolnicy zużywają mniej nawozów niż w innych krajach Unii Europejskiej.

W przypadku niższego zużycia nawozów fosforowych i potasowych obniża się jakość produkcji rolnej. Najistotniejsze znaczenie dla jej wielkości mają nawozy azotowe, które najbardziej podrożały w ostatnich miesiącach. Cena od września skoczyła o 150 zł za 1 tonę do średnio 800 zł. Zdaniem ekspertów, nawozy mogą drożeć dalej, a najwyższy poziom mogą osiągnąć wiosną, bo wtedy właśnie, przynajmniej w poprzednich latach, rolnicy kupowali ich najwięcej. Czy będzie też tak tej wiosny? Nie wiadomo. Na razie rolnicy skarżą się, że zakłady azotowe wykorzystują napływ pieniędzy z dopłat bezpośrednich i podwyższają ceny.

Inni eksperci uważają, że nie tyle dopłaty, ale zwiększony eksport po tym, jak 1 maja otworzyły się zagraniczne rynki, przyczyniły się do wzrostu cen nawozów i do tego, że aby je kupić, trzeba czekać.

- Eksportujemy tyle samo towaru po wstąpieniu Polski do UE, ile wcześniej - powiedział Andrzej Hynek z Zakładów Azotowych Kędzierzyn Koźle.