W minioną środę za jedno euro po raz pierwszy w historii trzeba było zapłacić ponad 1,30 USD (dokładnie 1,3006 USD). Od kwietniowego dołka, kiedy euro kosztowało 1,1761 USD, najmniej w tym roku, kurs wzrósł już o blisko 10%.
Silne euro nie sprzyja przede wszystkim eksporterom z obszaru ze wspólnym pieniądzem, bo ich produkty stają się mniej konkurencyjne cenowo na międzynarodowym rynku. Tymczasem przez kilka ostatnich kwartałów to właśnie za sprawą eksportu w ogóle można było mówić o wzroście gospodarczym w najpotężniejszych państwach UE. Według wstępnych szacunków Eurostatu, w ostatnim okresie tempo wzrostu PKB całej strefy euro wyniosło 0,3%.
Zdaniem premiera Włoch Silvio Berlusconiego, rozwoju gospodarczego w krajach ze wspólną walutą w żaden sposób nie da się przyspieszyć bez "ponadnarodowej interwencji, która wpłynie na wartość euro". I nie jest to głos odosobniony. Minister gospodarki Niemiec Wolfgang Clement wezwał wręcz EBC, żeby "zrobił co do niego należy w celu uspokojenia sytuacji" na rynku walutowym. Fakt, że na szczytach Unii znów coraz częściej dyskutuje się o potrzebie skoordynowanej interwencji, potwierdził też w zeszłym tygodniu włoski minister finansów Domenico Siniscalco.
W opinii obserwatorów, ten temat miał też dominować podczas rozpoczętego wczoraj wieczorem w Brukseli spotkania szefów finansów w rządach państw strefy euro. Choć taki punkt nie figurował w oficjalnym harmonogramie, jeden z informatorów agencji AFP powiedział, że ministrowie mogą przygotować nawet specjalne oświadczenie w sprawie obecnej sytuacji na rynku walutowym.
A co mają do powiedzenia na ten temat Amerykanie? - Popieramy mocnego dolara. Mocny dolar leży w najlepszym interesie Ameryki - stwierdził goszczący wczoraj w Dublinie sekretarz skarbu USA John Snow. Ale amerykańskiej interwencji na rynku walutowym (do ostatniej, zorientowanej na osłabienie dolara, doszło jeszcze za kadencji Clintona) politycy strefy euro nie mają co oczekiwać. Snow wyraźnie bowiem podkreślił, że kursy walut są najlepiej kształtowane przez siły wolnego rynku.