Podczas wtorkowej sesji na wykresie kontynuacyjnym kontraktów powstała świeca z małym czarnym korpusem i stosunkowo długimi knotami z obu stron. Świadczy ona o chwiejnej równowadze pomiędzy popytem, a podażą.
Dolny koniec świecy wypadł dokładnie na linii trendu wzrostowego ciągnącej się od dołka z 13 sierpnia. W tym samym miejscu istnieje także inne wsparcie, ustanowione przez dolną połowę długiego białego korpusu z poprzedniego wtorku. W tym kontekście wczorajsza świeca zapowiada odbicie, mimo że sama w sobie ma neutralną wymowę. Najbliższy opór zaczyna się na poziomie górnej połowy poniedziałkowego czarnego korpusu i ciągnie się aż do szczytu z ostatniego piątku. Testowanie tej bariery w najbliższej przyszłości wydaje się dość prawdopodobne.
Szanse na jej przełamanie wyglądają jednak znacznie gorzej, zwłaszcza po tym co się stało w piątek. Wykres kontynuacyjny kontraktów na jakiś czas przekroczył wtedy linię szyi czteroletniej (!) odwróconej formacji głowy z ramionami, przechodzącej nie tylko przez ostatnie szczyty w okolicach 1870 pkt., ale także przez wierzchołki z 2000 i 2001 roku. Rynek był jednak za słaby, by zareagować dalszym wzrostem. Zamiast tego nastąpił dynamiczny spadek powstrzymany dopiero wczoraj.
Odbicie od linii trendu wzrostowego oznacza jej kolejne potwierdzenie. Ewentualne przełamanie byłoby więc dość wiarygodnym sygnałem zmiany głównej tendencji. Za takim rozwojem wypadków przemawiają między innymi negatywne dywergencje na RSI i MACD. Razem z linią trendu wzrostowego tworzy ona negatywną formację klina zwyżkującego. Szerokość tej formacji wynosi około 130 punktów i mniej więcej o tyle powinny spaść notowania w przypadku przełamaniu linii trendu.