Popatrzmy na liczby. Komisja dopuściła już w tym roku do obrotu publicznego akcje 33 spółek (trzy kolejne mają być dopuszczone w trybie obiegowym). Mieliśmy dotychczas 24 debiuty, czyli tyle, ile (prze)reklamowany Euronext o nieporównywalnie większym zasięgu działania. A do końca roku liczba debiutów może sięgnąć trzydziestu. Krzepiące to wyniki, zwłaszcza po tylu dramatycznie chudych latach na rynku pierwotnym. Ale zamiast wiwatów, proponuję przyjrzenie się liczbom. Oferta bowiem ofercie nierówna i nie wszystko do wszystkiego wypada dodawać. Co koniecznie warto wyjaśnić.

Z punktu widzenia rynku pierwotnego, do praktycznie straconych należą dramatyczne lata 2001-2003, kiedy to łączna wartość ofert ledwo przekroczyła pół miliarda zł. Na tym tle bieżący rok jawi się wręcz rewelacyjnie. Oto, jak wynika z oficjalnych danych giełdy, wartość tegorocznych ofert (bez uwzględnienia PKO BP) sięgała 3,2 mld zł. Do tego oczywiście dochodzi najbardziej spektakularna oferta - sprzedaż akcji PKO BP. Jak chwaliła się sama GPW "wartość zaoferowanych inwestorom akcji (PKO BP - przyp. red.) wyniosła 7,9 mld zł i dwukrotnie przewyższyła wartość wszystkich tegorocznych ofert". Tak więc przez rynek przeszło 11,1 mld zł, czyli blisko 3,4 mld USD (według obecnego kursu). Ale, ale...

Ile z tego posłużyło faktycznemu finansowaniu projektów biznesowych? Policzmy. Niemal 8 mld z PKO BP - wiadomo, odliczamy, bo to wymiana akcjonariartu. To samo dotyczy największej prywatnej oferty - 1,6 mld zł z BorsodChemu (oferty zresztą bardzo specyficznej metodologicznie). Odliczamy również prawie 240 mln zł z jednej z największych ofert - WSiP-u (prywatyzacja). I nawet jeśli nie będziemy drążyć całego szeregu zdecydowanie mniejszych projektów to okazuje się, że za pośrednictwem giełdy pozyskano w tym roku nie kilkanaście, nie kilka, ale najwyżej jakieś półtora miliarda złotych (czyli niespełna pół miliarda dolarów) na nowe projekty.

Jaka nauka wynika z tych (po)rachunków? Taka oto, że oceniając potencjał rynku koniecznie trzeba zwracać uwagę na to, o jakich ofertach właściwie mowa. I koncentrujmy uwagę na tych, które są faktyczną drogą finansowania projektów prywatnych. Na szczęście, nawet kiedy przez ten pryzmat spojrzymy na tegoroczne oferty publiczne, to widać poprawę w porównaniu z poprzednimi latami. Ale do tego, by giełda odgrywała faktycznie rolę znaczącego źródła kapitału dla firm, droga jeszcze daleka. O tym, czy tak się stanie, zadecyduje głównie jakość ofert, jakie przygotuje tych 150 spółek, które zadeklarowały już chęć wejścia na giełdę. Ale ich sukces zależy także od tego, czy te firmy, które już weszły na parkiet, poważnie potraktują wszystkich swoich akcjonariuszy i obietnice im składane. Bo bez dobrych wyników i bez zysków, ani rusz.

Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst stanowi wyraz jego osobistych poglądów i nie może być inaczej interpretowany.