Reklama

Rynek akcji bezpieczny?

Po trzech kolejnych tygodniach wzrostu kursów na amerykańskim rynku akcji, hossa za Atlantykiem zwolniła. Swoje pięć minut mają giełdy europejskie. Najwyższą wartość od 52 tygodni zanotowały w ostatnich dniach m.in. londyński FT-SE 100, frankfurcki DAX, paryski CAC-40 i madrycki Madrid General.

Publikacja: 20.11.2004 07:05

Na początku miesiąca S&P 500, uważany przez wielu specjalistów za najważniejszy indeks na świecie, zakończył wybiciem górą średnioterminowy trend boczny. Niedługo później indeks przekroczył tegoroczny szczyt i zanotował najwyższą wartość od 2,5 roku. Tym samym powiązania między rynkami obligacji, akcji i towarów, które sugerowały spadek notowań amerykańskich korporacji, przestały obowiązywać. Ponieważ od wycen tamtejszych spółek zależy poziom notowań na całym świecie, jest to dobra wiadomość także dla warszawskiej giełdy.

Zbyt długa przerwa

Klasyczna sekwencja zdarzeń po długoterminowym wzroście wygląda następująco: najpierw szczyt ustanawia rynek obligacji, później akcji i na końcu towarów. Do niedawna wszystko przebiegało zgodnie z tym scenariuszem. Obligacje (reprezentowane przez 10-letnie skarbowe noty amerykańskie) osiągnęły maksimum w czerwcu 2003 roku. Rentowność papierów (odwrotnie skorelowana z ceną) obniżyła się do 3,1%. W ciągu ledwie dwóch miesięcy podskoczyła do 4,5%, czyli o prawie 50%. W lutym 2004 roku, po osiągnięciu przez S&P 500 1160 pkt., szczyt zbudowany został na rynku akcji. W marcu maksimum osiągnął indeks CRB, reprezentujący rynek towarów.

Wprawdzie notowania akcji nie spadły zbyt mocno (S&P 500 balansował na granicy trendu spadkowego i bocznego), ale trwający dziewięć miesięcy okres niepewności mógł być przygotowaniem do bessy. Po listopadowym "wyskoku" w górę taki scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny.

Z punktu widzenia analizy międzyrynkowej, spadki cen akcji na jakiś czas odeszły w przeszłość. W tym momencie odległość między szczytem obligacji (czerwiec 2003) i wierzchołkiem akcji (listopad 2004) wynosi 17 miesięcy. To zbyt długa przerwa. Żeby scenariusz spadkowy znów zaczął zagrażać akcjom, cały cykl trzeba powtórzyć - zatem najpierw szczyt na obligacjach, później na akcjach, wreszcie na towarach.

Reklama
Reklama

To jest możliwe

Zanim wróci zagrożenie spadkiem na rynku akcji, musi minąć trochę czasu. Potrzeba go głównie po to, żeby obligacje mogły osiągnąć nowy szczyt. W tej chwili rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich oscyluje wokół 4,1%. To 1 pkt procentowy wyżej od dołka z czerwca zeszłego roku. Rentowność amerykańskich papierów skarbowych musiałaby spaść o 25%. Niemal dokładnie tych rozmiarów spadek dotknął dochodowość obligacji w 2002 roku. Potrzeba na to było prawie 6 miesięcy. Biorąc pod uwagę, że szczyt na rynku akcji pojawia się z reguły kilka miesięcy po wierzchołku na rynku obligacji, trudno przypuszczać, żeby notowania amerykańskich korporacji zaczęły spadać w pierwszej połowie przyszłego roku. Z punktu widzenia analizy międzyrynkowej mamy parę ładnych miesięcy spokoju.

Na marginesie - są przesłanki, które pozwalają przypuszczać, że taka fala spadkowa na wykresie rentowności obligacji już się rozpoczęła. We wrześniu przebita została wzrostowa linia trendu, opisująca zwyżkę dochodowości zapoczątkowaną w czerwcu zeszłego roku. Niemniej do szczytu na rynku akcji jest jeszcze daleko.

Nie oznacza to niestety, że ich posiadacze mogą spać spokojnie. W materiałach prezentujących inwestycyjne osiągnięcia można z reguły przeczytać, że wyniki osiągnięte w przeszłości nie gwarantują takich samych rezultatów w przyszłości. Jednym słowem - rynki są zmienne. Nie ma żadnej gwarancji, że międzyrynkowe zależności wciąż wyglądają tak samo jak przed laty. A może wzrost wartości S&P 500 to tylko pułapka?

Czas na korektę

Nie ulega wątpliwości, że trend długoterminowy na amerykańskim rynku akcji jest wzrostowy. Podstawę ostatniej fali stanowi 9-miesięczna konsolidacja. Jej wysokość to 60 punktów. 60 punktów odmierzone od punktu, w którym wykres wybił się z trendu bocznego, daje 1190 punktów. W tym tygodniu indeks osiągnął już 1188 pkt. Można uznać, że zwyżka wynikająca z wysokości formacji została zrealizowana. Na tej podstawie trudno prognozować zakończenie długoterminowego trendu, ale korektę - owszem. Ruch powrotny do wierzchołka z początku roku 1160Bez względu na to, czy doczekamy się teraz korekty, czy rynek bez odpoczynku kontynuował będzie trend wzrostowy, uważam, że zwyżka dotrze przynajmniej do 1250 pkt. Tutaj znajduje się 62-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2002.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama