Wczorajsza sesja skończyła tydzień w stylu, w jakim przebiegały ostatnie notowania. Nudno. W tym tygodniu ciekawa była jedynie sesja poniedziałkowa, ale trudno się dziwić. Ciekawe otwarcie było łatwe do przewidzenia. Po taaakim piątku. Po poniedziałkowym zjeździe nie działo się już właściwie nic.

Przez cały tydzień w naszych komentarzach przewijał się motyw linii trendu wzrostowego. Właściwie codziennie kontrakty testowały jej poziom. Cały czas popytowi udawało się wybronić rynek przed przełamaniem. Wiadomo, że takie wydarzenie byłoby przez wielu graczy uznane za sygnał sprzedaży. Problem w tym, że sama obrona wsparcia to za mało. Przedłużające się testy mogły w końcu zniecierpliwić obrońców. Mimo że wsparcie się broniło, nie było widać chęci do większego odbicia.

Szczyt rozczarowania przyszedł wczoraj. Obserwowaliśmy poziom lokalnej górki z 17 listopada. Był to także poziom wybicia z małej formacji podwójnego dna. Wprawdzie nie należało się spodziewać fajerwerków, to jednak można było liczyć na choćby mały wzrost, gdyby ceny wyszły ponad ten poziom. Wczoraj wyszły, ale tylko na 1 pkt. Nie pojawił się popyt, który miałby wyciągnąć kursy wyżej. Po raz kolejny kupujący wykazali się słabością. Co ważne, miało to miejsce na sesji o bardzo małej aktywności podaży. Jak widać, popyt był jeszcze mniej aktywny. Potencjalny sygnał kupna został zmarnowany.

To stawia posiadaczy długich pozycji w bardzo trudnej sytuacji. Jeszcze nie beznadziejnej, ale trudnej. Cały czas jednak ceny trzymają się nad linią trendu. W przypadku indeksu mamy nawet pewną odległość, co daje nieco miejsca na mały spadek przed sygnałem. Popyt ma jeszcze szansę poprawić swoją sytuację. Problem w tym, że na razie nie widać, by miał na to ochotę.