Byki nie lubią poniedziałków. Tydzień temu zaczęliśmy tydzień w fatalnych nastrojach dzięki dramatycznemu piątkowemu zwrotowi na gigantycznych obrotach. W tym tygodniu impulsem do poniedziałkowej wyprzedaży był za to rynek amerykański, a konkretnie fatalna piątkowa sesja. Jak widać po wykresie, spadek doprowadził do przebicia linii wzrostowego, choć szczerze mówiąc nie traktuję tego faktu jeszcze jako sygnału sprzedaży. Wybicie dołem szczególnie na indeksie nie było wystarczająco przekonujące zarówno jeśli chodzi o dynamikę ruchu, jak i wielkość obrotu. Na całej sesji wartość obrotu akcjami z WIG20 osiągnęła tylko 231 mln, a większość sesji upłynęła w konsolidacji. Bardzo często nasz rynek generował właśnie takie "sygnały", by później przy powrocie dużego kapitału demonstrować zupełnie inną kondycję.
Ja taką sesję uznaję za sesję "na przeczekanie". A na co czekamy? Chyba tylko na koniec tego tygodnia. Lokalnie do aktywniejszego handlu zniechęca niepewność co do decyzji nieprzewidywalnej RPP oraz oferta TVN odwracająca w tym tygodniu uwagę od rynku wtórnego. Do tego od środy na zagranicznych giełdach wyraźnie spadną obroty w związku z czwartkowym Świętem Dziękczynienia i zamkniętymi rynkami amerykańskimi. Wywołanie trwalszego trendu na GPW w takim tygodniu będzie tak samo trudne, co niewiarygodne.
A jeśli chodzi o odleglejszą przyszłość, to znowu postraszył trochę Pengab, a konkretnie saldo prognozy popytu na akcje. Rekord z poprzedniego miesiąca (+69), w dużej mierze osiągnięty pod wpływem PKO BP, jest już nie do powtórzenia, ale i tak dalej mamy bardzo wysokie wartości optymizmu wśród bankowców (+43). Gdyby nie prywatyzacja banku i gąszcz ofert publicznych jej towarzyszących, to taki kontariański odczyt zapowiadałby "bankowo" dalsze spadki.