Świeca, która pojawiła się na wykresie tygodniowym, to kolejny niedźwiedzi pomruk - trzeba ją bowiem kwalifikować jako potencjalnego wisielca. Jak bardzo realną jest groźba potwierdzenia tej niebezpiecznej formacji, mogliśmy się przekonać podczas poniedziałkowej sesji. W prawdzie straty z początku dnia zostały w sporej części odrobione, lecz obnażenie płytkości rynku może niepokoić.

Druga połowa ubiegłego tygodnia upłynęła w zgoła innych nastrojach - pod znakiem odrabiania strat poniesionych przez WIG20 w trakcie wyprzedaży z 15 listopada. Ten podszyty strachem ruch doprowadził indeks w piątek w okolice środka czarnego korpusu (1840 pkt.). Na wykresie powstała baza złożona z kilku świec o niewielkich korpusach. Poniedziałkowe notowania uzmysłowiły jednak graczom, z jak silną barierą mają do czynienia. Poranna podaż zmiotła całą zdobycz mozolnie gromadzoną w ubiegłym tygodniu, co gorsza indeks naruszył linię 3-miesięcznego trendu wzrostowego. Została w prawdzie wybroniona, ale jej osłabienie jest faktem.

Jedną z ostatnich linii obrony popytu stałaby się EMA-55 i położony opodal poziom 1790 pkt., z którym część inwestorów wiązać może linię szyi formacji podwójnego szczytu ("M"), o 80 pkt. potencjale spadkowym. Na wykresie liniowym daje się z kolei zauważyć formacja symetrycznego trójkąta. Zostanie w pełni ukształtowana z chwilą zamknięcia kolejnej sesji poniżej 1812 pkt. Wymienione powyżej dwa zagrożenia mogą choć nie muszą się urzeczywistnić, natomiast trzecia koncepcja jest dla posiadaczy akcji najbardziej niebezpieczna, bo być może jej realizacja właśnie się zaczęła.

Mam na myśli skierowaną ku górze flagę, zbudowaną z serii wtorkowo-piątkowych doji, przerwanej poniedziałkową luką bessy. Powrót ponad 1825 pkt. i zanegowanie wybicia nie będzie łatwe, zważywszy na coraz gorzej wyglądające wykresy głównych oscylatorów. Mam tutaj na myśli sygnał sprzedaży na MACD, spadkowy trend panujący na RSI i brak (chwilowo?) perspektyw na sygnały kupna na najszybszych wskaźnikach.