Rośnie zagrożenie powrotem indeksu S&P 500 poniżej wiosennego szczytu przy 1158 pkt. Jest to w tej chwili kluczowe wsparcie, którego przebicie utwierdziłoby pesymistów w przekonaniu, że pomimo niespodziewanego wzrostu z przełomu października i listopada wypadki w kolejnych tygodniach, a nawet miesiącach, mogą toczyć się po ich myśli. W przypadku zamknięcia poniżej 1158 pkt można będzie spodziewać się szybkiego zniwelowania ostatniego wzrostu.
Niepokojące jest osłabienie notowań w sektorze finansowym w ostatnich dniach. Od połowy listopada cena Citigroup obniżyła się o ponad 4%, JP Morgan Chase o 5,5%. Jest to zapewne związane z ponownym pojawieniem się obaw inflacyjnych, a także z deprecjacją dolara. Oba czynniki będą miały wpływ na przyszłą politykę monetarną. Sektor finansowy jest najbardziej narażony na negatywny wpływ dalszych podwyżek stóp procentowych. Ze względu na dużą kapitalizację ma on kluczowe znaczenie dla koniunktury na amerykańskich parkietach.
O dużej niejednoznaczności aktualnej sytuacji na światowych parkietach świadczy nie tylko to, że wykresy indeksów w poszczególnych krajach mają różny wydźwięk, ale nawet wskaźniki koniunktury w jednym państwie zachowują się rozmaicie. Dobrym przykładem jest londyński parkiet, gdzie obrazujący ceny szerokiego grona firm FT-SE 100 wiosenny szczyt pokonał na początku października, natomiast FT 30, opisujący ceny blue chips, nawet nie wyrównał tego poziomu.
Wciąż w znakomitej formie jest węgierska giełda. Tamtejszy BUX zyskał wczoraj 1,4% i znów jest blisko ostatniego rekordu. W jego przypadku analiza techniczna podpowiada bardzo optymistyczny scenariusz, zakładający zwyżkę o dalsze 20%. Taka prognoza opiera się na formacji kanału wzrostowego, obejmującego notowania od jesieni 2001 r. W październiku nastąpiło wybicie z niego, co powinno zaowocować ruchem równym wysokości figury. Na taki pozytywny obrót spraw będzie szansa, dopóki BUX nie spadnie poniżej górnej granicy kanału, przebiegającej aktualnie na wysokości 13 tys. pkt.