Popyt wykorzystał niewielkie zwyżki cen na światowych rynkach, żeby podciągnąć notowania. Grudniowe kontrakty na WIG20 zakończyły sesję na poziomie 1820 punktów, 23 punkty wyżej niż w środę. Zwyżce towarzyszył niski wolumen, który na wszystkich seriach kontraktów na WIG20, nieznacznie tylko przekroczył 10 tys.
W mojej ocenie, wczorajsze notowania nie stanowią żadnego zwrotu na rynku. Od kiedy dotarliśmy do poziomu kwietniowego szczytu, przewaga jest jednak po stronie podaży. Nie ulega wątpliwości, że środowa sesja jeszcze pogmatwała i tak niezbyt jasną sytuację. Po pierwsze, przekroczony został poziom dołka z 8 listopada. Choć już wcześniej koncepcja o zbudowaniu na wykresie kontynuacyjnym podwójnego szczytu trudna była do obronienia, teraz upadła całkowicie. Przekroczona została także spadkowa linia trendu, opisująca listopadowy spadek (poprowadzona po szczytach z 9 i 18). Wreszcie nie "zadziałała" połowa wtorkowej czarnej świecy. To wszystko punkty dla popytu.
Zachowanie rynku na wczorajszej sesji interpretuję jako ruch powrotny do linii trendu, rozpoczynającej się od dołka z 18 października (można ją także "przedłużyć" do 13 sierpnia i potraktować jako drugą linią w formacji wachlarza). Wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby kontrakty grudniowe miały przekroczyć poziom 1850 punktów.
W tych okolicach znajduje się też górne ograniczenie średnioterminowego trendu bocznego. Spojrzenie na wykres w nieco dłuższej perspektywie nie pozostawia wątpliwości, że od początku października tkwimy w konsolidacji. I jeśli odebrali Państwo ten tekst jako zachętę do gry przeciw trendowi, to spieszę wyjaśnić, że tak nie jest. Zgodnie z analizą techniczną zakładam, że trend się utrzyma.