Wczoraj rynki w USA były zamknięte w związku ze Świętem Dziękczynienia. Pomimo tego nie ograniczyło to handlu na europejskich parkietach w takim stopniu jak to dotychczas bywało. W pierwszych godzinach sesji zmienność na głównych indeksach nie odbiegała od średniej. Dopiero po południu na rynkach zagościła stabilizacja. Sprawiało to wrażenie, jakby byki zadowolone z uzyskanej przewagi postanowiły jedynie dotrwać do końca.

W czwartek zaskakiwała również odporność europejskich inwestorów na dalsze umocnienie euro względem dolara. Po południu pokonało ono kolejna psychologiczną barierę. Tym razem na poziomie 1,32. Ciekawe jak długo jeszcze gracze będą ignorować zabójczą dla przedsiębiorstw z Europy relację EUR/USD?

Zbliżająca się końcówka roku każe oczekiwać wzrostów na giełdach (efekt stycznia). Jednocześnie silny trend wzrostowy na EUR/USD sugeruje dalsze umocnienie europejskiej waluty. W tej sytuacji grudzień zapowiada się niezwykle interesująco.

Patrząc na wykres niemieckiego DAX można wnioskować iż bliżej do załamania hossy na rynku akcji. Sugerować to może wciąż niejasna sytuacja po przełamaniu przed tygodniem oporu, jaki na 4150 pkt. tworzył szczyt ze stycznia br. Piątkowe cofnięcie pod ten opór, które można wiązać z odbiciem od znajdującego się na 4250 pkt. 62-proc. zniesienia Fibonacciego impulsu spadkowego, trwającego od marca 2002 do marca 2003 roku, daje wyraźny sygnał, że byki tracą kontrolę nad rynkiem. W tej sytuacji maleją szanse na trwałe pokonanie strefy 4150-4250 pkt., co otwierałby drogę do 5500 pkt., i jednocześnie przedłużało hossę o minimum pół roku.

Pomimo trwającej w USA wyborczej hossy, z której tak skrzętnie korzysta Europa, japoński rynek stoi w miejscu. Od sierpnia Nikkei tkwi w trendzie bocznym ograniczonym poziomami 10650 oraz 11400 pkt. Jako, że wykres ciągle pozostaje poniżej siedmiomiesięcznej linii bessy, a większość wskaźników opartych na danych tygodniowych daje sygnały sprzedaży, więc coraz bardziej realne jest wybicie dołem z opisywanego kanału.