Do tego, że na kilka, kilkanaście miesięcy przed wyborami do Sejmu i Senatu w naszych parlamentarzystów wstępuje nowy duch, jesteśmy już przyzwyczajeni. Padają wtedy najbardziej chwalebne propozycje: zwiększyć podatki dla bogatszych i zgromadzone w ten sposób pieniądze rozdać biednym (przypominam, że w końcówce rządu AWS w ciągu kilku miesięcy Sejm przyjął ustawy zwiększające wydatki o 30 mld złotych - i to w momencie, kiedy właśnie pojawiała się "dziura Bauca", a budżet się sypał). Słowem, nad obiema izbami unosi się wówczas bojowy duch harnasia Janosika.

Pojawienie się ducha Janosika media odnotowały i tym razem (chodzi o media komunikacji społecznej, a nie media spirytualistyczne). Najwyraźniej jednak duch Janosika się starzeje, zaczyna bowiem zdradzać wysokie oznaki roztargnienia. Tym razem kazał, na przykład, posłom zabrać pieniądze bogatym, tyle że zapomniał, aby rozdać je biednym.

Cóż, może to i dobrze. Posłowie, którzy zgłosili propozycję, nie kryli, że jeszcze nie wiedzą, na co mają pójść zebrane pieniądze. Innymi słowy, złupienie bogatych stało się celem samym w sobie. I lepiej, żeby rzeczywiście nie zawracali sobie głów dzieleniem, bo w zgodnej opinii ministra finansów i analityków, nie będzie czego dzielić, a zamiast zysków dla budżetu, mogą nawet pojawić się straty.

Martwi mnie jednak coś innego. Coś, co nazwałbym populistycznym terroryzmem. Podatki czasem trzeba podnosić, a większe obciążenie bogatszych na rzecz biedniejszych może być przemyślaną decyzją. Tym razem mamy jednak do czynienia z decyzją bezsensowną, która nikomu nie dopomoże, a służy jedynie zdobyciu popularności. Pół biedy, kiedy głosują za nią posłowie lewicowej Unii Pracy, która nigdy nie kryła swojej chęci "karania bogatych". Gorzej, kiedy robią to posłowie lewicy liberalnej (jak SLD) lub prawicy (jak PiS) - którzy mają wręcz wpisane w swoich programach gospodarczych dążenie do obniżenia podatków (PiS chce w ogóle zlikwidować progresywny PIT, a SLD sam przeforsował liniowy PIT dla przedsiębiorców!). Dlaczego więc głosowali za? Bo dali się sterroryzować populistycznej demagogii i przestraszyli się obrony niepopularnych działań, do której wzywał zdrowy rozsądek. A to bardzo źle, bo gdy rozum śpi, budzą się upiory.

Autor jest szefem doradców ekonomicznych Prezydenta RP