Podczas piątkowej sesji WIG20 zakrył poniedziałkową lukę bessy i powrócił nad przełamaną wcześniej linię trendu wzrostowego. Zamknięcie na poziomie dziennego maksimum także jest oznaką siły rynku. Oznacza to przynajmniej częściowe zanegowanie niedawnych sygnałów sprzedaży.
Ponadto umocnienie rynku nastąpiło, zanim indeks oddalił się od linii o minimalny dystans wynikający z jej przełamania. Dystans ten można wyznaczyć, stosując podobną metodę, jak w przypadku formacji głowy z ramionami. Metoda ta polega na zmierzeniu odległości dzielącej ostatni szczyt (12 listopada, 1872 pkt) od linii, a następnie odjęciu tej wartości od punktu, w którym linia została przełamana. W ten sposób otrzymalibyśmy poziom 1750 pkt, czyli mniej więcej pokrywający się z dołkiem z połowy października. Tymczasem zakończenie spadków nastąpiło jakieś 25 punktów wyżej. W dodatku na wykresie powstała pozytywna formacja gwiazdy porannej. Czy to oznacza, że czeka nas kolejna fala wzrostowa? Niekoniecznie.
Po pierwsze, odbicie z ostatnich dni można uznać za nieco "przerośnięty" ruch powrotny po niedawnym przełamaniu linii trendu wzrostowego. Po drugie, tuż powyżej piątkowego zamknięcia znajduje się kolejny opór, wyznaczony przez górną połowę długiej czarnej świecy. Jednak nawet pokonanie tej bariery nie wystarczyłoby do ogłoszenia kolejnego etapu hossy. Kluczowy opór znajduje się dopiero w okolicach 1870 pkt. Wyznaczają go cztery szczyty. Pierwszy z nich powstał jeszcze w grudniu 2000 roku. Trzy następne powstały w kwietniu, październiku i listopadzie 2004. Bariera wygląda więc na bardzo istotną i dopóki nie zostanie przełamana, należy chyba zachować sceptycyzm. Oprócz oporów entuzjazm studzi zachowanie wskaźników. Odbicie z ostatnich sesji spowodowało minimalny wzrost MACD i RSI. Wskaźniki te nie przełamały nawet linii trendu spadkowego i nie wiadomo, czy potwierdzą ewentualny nowy szczyt indeksu. Jeśli nie, to na wykresie mogą pojawić się kolejne negatywne dywergencje i rynek znowu będzie wyglądał słabo.